Ach, to dopiero małe dzieło sztuki! Najnowszy lifting rasowej Alfy Romeo zachwyca jeszcze bardziej i tym mocniej przemawia do wyobraźni. Myślicie, że znacie Giulię od podszewki? Czas na pozytywne zaskoczenie: oto oblicze, jakiego dotąd nie znaliście.

Oczko puszczone wielbicielom dobrego smaku

Alfa Romeo Giulia jest z nami od 2016 roku – stosunkowo krótko, ale zarazem na tyle długo, aby na stałe wpisać się w motoryzacyjny kanon piękna. Włosko-amerykański koncert jest doskonale znany ze swojego zamiłowania do dopieszczania detali. Wszystkie elementy muszą ze sobą współgrać tak, aby tworzyć ujmującą całość. Charakterystyczna bryła nie umknie wielbicielom aut wykończonych z prawdziwym smakiem. Na Giulię decydują się najczęściej kierowcy zakochani w zmysłowym charakterze najnowszych technologii. Teraz na własne oczy przekonają się, że ideał można ulepszyć: Giulia w wersji B-Tech to krok ku jeszcze bardziej zachwycającym kształtom udoskonalonym przez przyciągające wzrok detale.

To, co znane w nowej odsłonie

Odświeżona Alfa Romeo zachwyca od pierwszego wejrzenia. Nowoczesna, wysublimowana elegancja – tymi słowami można opisać pierwsze wrażenie, jakie robi Giulia B-Tech. Charakterystyczne elementy tworzące twarz marki zostały uzupełnione o nowe detale w kolorze błyszczącej czerni. Nikt, kto ceni szczegół, nie przejdzie obok tej zmiany obojętnie. Można powiedzieć, że jest to wykończenie mistrzowskie; doskonale pokazuje, że Alfa Romeo nie ma sobie równych, jeśli chodzi o projektowanie samochodów eleganckich, nowoczesnych, a jednocześnie dostępnych w klasie średniej. Giulia B-Tech spodoba się także tym kierowcom, którzy oprócz detali cenią komfort. Wnętrze modelu zdaje się odpowiadać na potrzeby miłośnika zachowawczego luksusu: nie pasuje tu przesyt, a raczej chłodna kalkulacja. Centrum dowodzenia wykończono elegancko i ze smakiem, pieszcząc zmysły i zachęcając do jazdy – tak po prostu, bez zbędnych słów.

Giulia B-Tech – nowa królowa szos
Rate this post

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here