Archive | ABC Łodzi

S jak stoki narciarskie

Udostępnij artykuł na Facebooku

Pora roku zobowiązuje, aby wspomnieć kilka słów o miejscach stricte związanymi z zimą. Śnieg położony na stokach, tafle lodu rozmieszczone w różnych częściach miasta sprawiają, że drzemiące w nas przez całe lato chochliki zimowego szaleństwa pragną wyjść na zewnątrz. W związku z tym, dziś w Abecadle miejsca dla miłośników sportów zimowych!

 

 

 

Malinka

 

Niestety, w Łodzi nie znajdziemy miejsc przeznaczonych dla osób z bakcylem sportów zimowych. Nie oznacza to jednak, że w pobliżu naszego miasta miejsc takich nie zastaniemy. W pierwszej kolejność wskażę ośrodek sportowo-wypoczynkowy „Malinka”, który znajduje się na stoku Góry Wilanowskiej. Stok jest sztucznie oświetlony, dośnieżany z armatek śnieżnych, a więc szybko zapadający zmrok, czy nawet chwilowy brak naturalnego śniegu, nie są przeszkodą. Dodatkowo 2 orczykowe wyciągi sprawiają, że nie stoimy w długich kolejkach. W pobliżu znajduje się również wypożyczalnia sprzętu narciarskiego, snowboardowego, saneczkowego, a także instruktorzy jazdy.

 

Na samym stoku wydzielono odrębne miejsca dla narciarzy i saneczkarzy. Pierwsza, dla amatorów zjazdów na nartach i snowboardu, ma długość 450m i 300m,  a w tym dodatkowo również muldy do wyskoków. Natomiast trasa dla saneczkarzy znajdująca się koło parkingu ma 250m długości. Ośrodek narciarski czynny jest codziennie w godzinach od 9 do 21.

„Malinka” jest doskonałym miejscem na stawianie pierwszych lekcji w zimowych sportach. Jednak dla osób z troszkę większym doświadczeniem narciarskim bądź snowboardowym góra będzie się wydawać mała… Za mała.  Dlatego też poniżej prezentujemy kolejne miejsce, które w sposób wystarczający powinno zaspokoić potrzebę sportowego szaleństwa.

 

 

 

Góra Kamieńsk

 

Ośrodek Sportu i Rekreacji Góra Kamieńsk zlokalizowany jest na zboczu zwałowiska zewnętrznego Kopalni Węgla Brunatnego Bełchatów. Tym samym stanowi ono największy w centrum Polski stok przeznaczony dla pasjonatów sportów zimowych. Usytuowany jest on 18km od Bełchatowa. Fakt, dla mieszkańców Łodzi może wydawać się to spora odległość, jednak myślę, że naprawdę warto zainwestować te kilka złotych w paliwo. W przeciwnym razie, kolejny większy stok czeka na nas dopiero w górach.

 

Podobnie jak na „Malince”, tak i pod Górą Kamieńsk czynne są wypożyczalnie sprzętu narciarskiego i snowboardowego. Dla tych, którzy nie potrafią jeszcze jeździć, do dyspozycji jest grupa instruktorów tłumaczących krok po kroku tajniki jazdy na nartach lub snowboardzie. Ponadto u podnóża stoku jest zaplecze gastronomiczne, w którym przy gorącej herbacie, kawie lub innym napoju możemy ogrzać się po zjazdach z góry.

Cały stok jest oświetlony, sztucznie naśnieżany i ratrakowany. Dzięki temu nawet kilka stopni na plusie nie sprawią, że góra będzie musiała zostać zamknięta. Główna trasa ma długość 760 metrów i jej szerokość waha się od 30 do 150m. Różnica wzniesień to aż 123m. Dla narciarzy czeka jeden czteroosobowy wyciąg krzesełkowy, oraz 2 wyciągi talerzykowe – jeden dla początkujących narciarzy o długości ok. 160m, drugi dla osób z większym już doświadczeniem o długości ok. 700m.

Osobiście muszę przyznać, że po nauce jazdy na Górze Kamieńsk, na „Malince” czułem pewien niedosyt. Kilka krótkich zjazdów nie dały mi tyle radości, jak te na stoku pod Bełchatowem. Fakt, nie są to też takie zjazdy jak w górach, ale jak mawiają: „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. Polecam wszystkim chociaż raz na jakiś czas wsiąść w samochód i wybrać się na któryś z powyższych stoków.

Źródła:

http://www.ski-park.pl/

http://www.gorakamiensk.info/zima

Autor: Szymon Drab

Korekta: AK

Kategoria: ABC Łodzi, O, P, R, S, TComments (0)

P jak Parki Łodzi cz. I

Udostępnij artykuł na Facebooku

Często słyszymy od przejezdnych, że w naszym mieście jest szaro, buro i ponuro. Być może muzealne kamienice, odpadające tynki i brudne od spalin samochodowych mury są tego potwierdzeniem, jednak czy rzeczywiście cała Łódź jest taka? Nie, z pewnością NIE. Śmiało mogę napisać, że nasze miasto ma niejedne „zielone płuca”. Niemal 70 mieszczących się w mieście parków, pozwala wielu łodzianom na ucieczkę od dzielnicowych labiryntów i kamienic na złapanie chwili wytchnienia.
Poniżej przedstawiamy pierwszy opis —  Parku im. Legionów.

 

Park im. Legionów nosi obecną nazwę od 1994 r. Wcześniej, na jego miejscu istniały dwa różne parki: Park im. Władysława Hibnera oraz Park ZUS. Oddzielone były one ul. Bednarską. Park im. Legionów znajduje się w dzielnicy Górna i rozciąga się między ulicą Pabianicką a Sanocką. Jego całkowita powierzchnia wynosi  obecnie 9, 72 ha.

Pierwsza część parku — dawniej Park im. Hibnera, została założona najprawdopodobniej w 1888 roku przez fabrykanta Leonhardta-Saksończyka, właściciela pałacu, w którym obecnie znajduje się Urząd Stanu Cywilnego Łódź-Górna. Drugą cześć tego samego parku (sięgającą od ul. Doroty do ul. Bednarskiej) fabrykant zakupił ok. 1905 r. dla swoich wspólników. Wybudowane dla nich w parku domy, dziś spełniają zupełnie inną funkcję. W pierwszym mieści się Państwowy Dom Dziecka im. S. Jachowicza, w drugim zaś przedszkole.

Na terenie parku znajdowały się, obecnie już nieistniejące, stawy, których woda wykorzystywana była do procesów produkcyjnych w pobliskiej fabryce. Jeden z nich służył również do zażywania kąpieli. W części południowej, przy ul. Bednarskiej znajdowały się także korty tenisowe.

Po okresie wojennym, park nie przypominał już tego z czasów jego ‘młodości’. W związku z tym, w 1952 r. podjęto prace porządkowe, mające przywrócić jego dawną świetność.

Zasypano dwa z trzech stawów (ostatni wysechł w późniejszych latach). Wytyczono nowe alejki, posadzono drzewa i udostępniono teren mieszkańcom Łodzi. Na miejscu zlikwidowanego kortu tenisowego powstał plac zabaw.

W północnej części parku (dawnym Parku im. Hibnera) znajduje się siedem pomników przyrody: cztery dęby szypułkowe o obwodach pnia od 245 do 380 cm, dwa dęby czerwone o obwodzie 250 cm i 295 cm oraz buk pospolity, odmiana czerwonolistna o obwodzie 240 cm.

 

Drugi z fundamentów obecnego parku — dawny park ZUS, został założony na terenie osiedla mieszkaniowego pracowników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w latach 30. XX w. Ta część parku również poddana została pracom modernizacyjnym. W latach 90. poprawiono nawierzchnię alejek oraz parterów kwiatowych. Urządzono place zabaw, postawiono nowe  ławeczki ze stolikami.

Warto zaznaczyć, że ostatnie prace modernizacyjne, zakończone w 2005, dały nowy ośrodek sportu i rekreacji. Znajduje się on niedaleko parku, a korzystać można tam z  basenów, hydromasaży, jacuzzi i innych wodnych atrakcji. W pobliżu mieści się również siłownia, fitness, sauna i hala sportowa.

 

 

Autor: Paweł Strzałka, Szymon Drab

Korekta: M.K.

 

 

 

 

 

 

Źródła:

wikipedia.com

lodz.parki.org

 

Kategoria: ABC Łodzi, O, P, R, S, TComments (2)

B – Bazylika Archikatedralna im. św. Stanisława Kostki

Udostępnij artykuł na Facebooku

Z racji jubileuszu dziewięćdziesięciu lat istnienia diecezji łódzkiej, czas wrócić do niemal początku łódzkiego alfabetu. Dzisiaj przedmiotem naszego zainteresowania będzie „B” — Bazylika Archikatedralna im. św. Stanisława Kostki.

 

Początki prac nad bazyliką archikatedralną datuje się na rok 1895, kiedy to powstał komitet budowy bazyliki. W jego skład weszli najwięksi fabrykanci w Łodzi, m.in.: Juliusz Teodor Heinzel, Edward Herbst, Juliusz Kunitzer, Józef Richter czy Adolf Hofrichter.

W 1898 roku miała ruszyć budowa, jednak firma Wende&Zarske, która wygrała konkurs na ten projekt, budziła wiele kontrowersji. Najwięcej protestów wywoływało wyznanie właścicieli — łódzcy katolicy nie chcieli, by ich bazylikę stawiali protestanci. Dlatego też wymuszono sporządzenie nowego projektu, który zlecono Siegfriedowi Sternowi. Współautorem przedsięwzięcia i architektem był berlińczyk Emil Zillmann.

 

Murowany budynek powstawał w latach 1901–1912. Nieotynkowana, jasnożółta cegła jest typowa dla stylu Rohbau. Sama bryła bazyliki przypomina katedrę Notre Dame, jednak ten trójnawowy budynek wzorowany jest na niemieckiej katedrze w Ulm. Całość budowy bazyliki zakończyła się w 1927 roku.

Znajdująca się przy ul. Piotrkowskiej 265 katedra dwukrotnie przeżywała ciężkie chwile. Pierwszy raz w czasie okupacji, gdy została zamknięta i zamieniona w magazyn wojskowy. Drugą próbą był pożar z 1971 roku, który zniszczył dach, a także uszkodził sklepienia, tynki, ołtarz główny i organy.

Do wnętrza katedry wchodzimy przez wielkie wahadłowe drzwi. Bogate wyposażenie i wystrój kościoła, w połączeniu z jego architekturą robią niesamowite wrażenie. W bazylice, z racji jej rangi i wyjątkowości, odbywają się istotne uroczystości zarówno państwowe jak i religijne. Wiele takich wydarzeń pozostawia ślad w postaci pamiątkowych tablic. Pierwsza taka tablica znajduje się na zewnątrz, natomiast pozostałe już wewnątrz katedry, począwszy od lewej nawy kościoła, a zakończywszy na prawej.

Przed katedrą znajdziemy 3 pomniki, które w ważnych i trudnych dla łodzian chwilach przyciągają wiernych. Pierwszym z nich jest Grób Nieznanego Żołnierza. Jego pierwsze odsłonięcie nastąpiło już w 1925 roku. Niestety jednak, w listopadzie 1939 roku okupanci niszcząc wszystkie łódzkie pomniki, zniszczyli także płytę Nieznanego Żołnierza. Pomnik odbudowano w 1946 roku. Wtedy też, w narożniku postawiono znicz z wiecznym ogniem.

W dziesiątą rocznicę „cudu nad Wisłą” tj. w 1930 roku przed łódzką katedrą stanął drugi pomnik, poświęcony księdzu Ignacemu Skorupce. Od tego czasu, plac przed bazyliką stał się miejscem najważniejszych uroczystości i manifestacji religijno-patriotycznych. Podobnie jak poprzedni monument, w 1939 roku okupanci dokonali dewastacji pomnika. Jednak jego elementy przechowywane w budynkach diecezjalnych posłużyły do odbudowy obelisku w 1989 roku. Cokół pomnika zwieńczony jest rzeźbą Jezusa niosącego krzyż na Golgotę.

 

Od 2000 roku w pobliżu wyżej wymienionych pomników stoi także pomnik Jana Pawła II. Przypomina on o wizycie Ojca Świętego w Łodzi z czerwca 1987 roku. Pomnik był i nadal jest ważnym miejscem dla wielu łodzian.

 

 

Autor: AK i Drabek

Korekta: Magdalena Wójcik

 

Źródło i więcej informacji nt. archikatedry łódzkiej: http://www.katedra.lodz.pl/

 

Kategoria: A, B, C, D, E, ABC ŁodziComments (0)

R jak Relaks w Grocie Solnej

Udostępnij artykuł na Facebooku

Kolejna odsłona naszego łódzkiego ABeCadła! Dziś prezentujemy Grotę Solną!

Czy po całym, stresującym i pełnym wrażeń, dniu w szkole, na uczelni bądź w pracy szukasz odprężenia? Czy masz ochotę zamknąć oczy i przez chwilę nie myśleć o otaczającym Cię świecie? Albo czy chcesz choć przez moment pobujać w obłokach i poczuć się jak liść swobodnie unoszący się na wietrze?

Jeżeli choć na jedno z tych pytań odpowiesz twierdząco, to znaczy, że powinieneś odwiedzić grotę solną. Przyznam, że choć mieszkam w jej okolicach ponad 24 lata, dopiero niedawno znajomi polecili mi ten sposób spędzania wolnego czasu. Gdy zapytałam ich o adres groty, byłam bardzo zdziwiona — ulica Obywatelska 60, Zgromadzenie Sióstr Urszulanek SJK.

Zanim zdecydowałam się wybrać do groty, zadzwoniłam pod numer znaleziony na stronie zakonu. Pani, która odebrała uprzejmie poinformowała mnie, że grota solna otwarta jest od poniedziałku do soboty w godzinach 11-19. Każdy seans zaczyna się o pełnej godzinie. Bardzo ważne jest także zabranie ze sobą białych skarpetek.

 

 

Pewnego środowego popołudnia uzbrojona w niezbędne białe skarpetki, postanowiłam odwiedzić miejsce, o którym tak dobrze wypowiadali się moi znajomi. Nie miałam żadnych problemów, żeby znaleźć grotę, ponieważ już na bramie zakonu rzucił mi się w oczy napis wskazujący kierunek. Po wejściu do środka i oznajmieniu, iż korzystam z groty pierwszy raz, zostałam w sympatyczny sposób poinformowana o całej procedurze. Na początku trzeba wpisać się do księgi oraz uiścić darowiznę dowolnej wysokości. Następnie w szatni, zostawiamy odzież wierzchnią oraz buty i na boso wchodzimy do groty. Moim oczom ukazuje się grota, której podłoga i ściany pokryte są specjalną mieszanką soli. W grocie znajduje się około 20 leżaków, na których leżą polarowe koce. Moja przewodniczka informuje mnie zarówno o relaksacyjnych, jak i zdrowotnych walorach tego miejsca. Jeden taki seans równa się weekendowi spędzonemu nad morzem i pomaga w leczeniu schorzeń górnych dróg oddechowych (tarczyca i alergia), sercowo-naczyniowych, dermatologicznych oraz depresji. Seans trwa 45 minut, aczkolwiek po seansie przez 15 minut można zażyć relaksacyjnego masażu stóp chodząc po ziarnach soli. Do wyboru są różne kasety z muzyką: relaksacyjną, z odgłosami natury lub homiliami Jana Pawła II. Następnie zmierzam do swojego leżaka, a Pani uprzejmie tłumaczy mi obsługę fotela — ma on znaleźć się w pozycji poziomej. Atmosfera panująca w grocie, przyciemnione światło bijące z lamp — replik górniczych lamp naftowych, muzyka, zapach soli, przyjemny chłód na twarzy i ciepło koca sprawiają, że zapominam o natłoku obowiązków i szarej codzienności. Po seansie czuje się odprężona i zrelaksowana. Było bardzo miło i nie przypuszczałam, że tak wspaniałe miejsca są tak tuż, tuż. Od napotkanej na terenie siostry zakonnej dowiaduje się, że istnieje jeszcze druga grota dla dzieci i bardzo często odwiedzają ją przedszkolaki. Oprócz grot solnych można skorzystać także z fotela samomasującego i łóżka do masażu pleców.

Często w natłoku codziennych obowiązków zapominamy o tak ważnym dla nas odpoczynku. Była to moja pierwsza, ale na pewno nie ostatnia, wizyta w grocie. Polecam ten rodzaj odpoczynku nie tylko ze względu na magiczną i zdrowotną atmosferę tego miejsca, ale także na uprzejmą obsługę.

Kontakt: Siostry Urszulanki tel. (42) 682-34-99, kom. 603 583 818

 

 

Autor: Marta Kulczyńska

Korekta: M.K.

Kategoria: ABC Łodzi, O, P, R, S, TComments (0)

Zabezpieczony: O tym, jak Łódź otwiera się na świat, czyli Port Lotniczy im. Władysława. Reymonta

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:


Kategoria: ABC Łodzi, O, P, R, S, TWprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

N jak Nieborów

Udostępnij artykuł na Facebooku

Korzystając z ostatnich cieplejszych dni jesieni i większej ilości wolnego czasu, postanowiłem wsiąść w samochód i wyruszyć w teren, by zwiedzić region łódzki. Moim celem stał się Nieborów.

 

 

Muzeum w Nieborowie swoje początki sięga 1945 r. Dla zwiedzających w Nieborowie udostępniony jest Pałac Radziwiłłów wraz z ogrodem. W pierwszej kolejności przystąpiłem do zwiedzania tegoż właśnie ogrodu. Zakupiłem bilety (cena i terminy poniżej) i z uśmiechem na twarzy przystąpiłem do spaceru. Jest to ogród barokowy w stylu francuskim. Zaprojektowany został w ostatniej dekadzie XVII w, a rozbudowany w latach 70. XVIII w. Dominują w nim rodzime gatunki drzew.

Spacerowanie po samym ogrodzie zajęło mi nieco ponad godzinę. Partery kwiatowe, niskie labirynty bukszpanowe połączone z alejkami lipowymi, czy symetrycznie rozplanowanym ułożeniem części ogrodu, sprawiało, że wyłączyłem się z szarej rzeczywistości i przeniosłem do edenu. W zachodniej części ogrodu, znajdziemy wielki kanał zaprojektowany w kształcie węgielnicy, za którym znajduje się park krajobrazowy. Botanikiem z zawodu, ani zamiłowania nie jestem, toteż o florze występującej w ogrodzie pisac nie będę. Zamiast tego, zaproszę do przyjechania i obejrzenia ogrodu na własne oczy.

 

Po długim spacerze nadszedł czas na zwiedzanie pałacu. Obecnie mieści się tam muzeum wnętrz rezydencji pałacowej z XVII i XIX wieku. Na parterze znajduje się sień główna – jedyne zachowane do dnia dzisiejszego wnętrze dawnego dworu pałacu. Charakterystyczna boazeria z czarnego dębu stanowi tło dla głównych atrakcji z tej części budynku tj. antycznej Głowy Niobe będącej symbolem Muzeum w Nieborowie, a także dla znajdującej się obok kominka – Popiersia Rzymianki. Kontynuując zwiedzanie, zmierzałem ku górnej części budynku, w której znajdowała się dalsza część wystawy. Klatka schodowa pokryta jest kobaltowymi płytkami ceramicznymi holenderskimi z ok. 1700 roku. Każda płytka przedstawia inną scenkę i wzór.

Pomieszczenia całego pierwszego piętra: sale, gabinety, sypialnie, salony a zakończywszy na bibliotece i salonie bibliotecznym różnią się kolorystycznie. Tym samym każde pomieszczenie od koloru w nim dominującego przybiera swoją nazwę: ‘Sala Biała’, ‘Gabinet Żółty’, ‘Gabinet Zielony’ itd. Oczywiście, każde pomieszczenie spełniało swoją rolę i zawiera charakterystyczne dla siebie elementy. I tak przykładem – w ‘Sypialni Wojewody’ zgromadzone są portrety rodziny i przyjaciół Radziwiłłów. Kropką nad „i” tej części budynku są meble polskie i francuskie z końca XVIII w. W opisie i charakterystyce wszystkich pomieszczeń nie widzę większego sensu, z uwagi na – nie ukrywam – brak mojej wystarczającej wiedzy dotyczącej ówczesnej architektury – z drugiej strony, wolałbym, aby czytelnicy Eldezet.pl sami spotkali się z wystrojem Muzeum.

Muzeum (Pałac) czynne jest odmiennie w różnych częściach roku:

od 1 marca do 30 kwietnia, od wtorku do niedzieli           10.00 – 16.00

od 1 maja do 30 czerwca, od poniedziałku do niedzieli   10.00 – 18.00

od 1 lipca do 30 września, od poniedziałku do piątku       10.00 – 16.00

w soboty, niedziele i święta    10.00 – 18.00

od 1 do 31 października, od wtorku do niedzieli                   10.00 – 16.00

od 1 listopada do końca lutego roku następnego Muzeum jest zamknięte.

Natomiast, park czynny jest cały rok od godziny 10:00 do zmierzchu.

Tytułem zakończenia, z racji braku wystarczającej ilości czasu, nie miałem przyjemności zwiedzenia romantycznego ogrodu w Arkadii. Jednak, po tym, co ujrzałem w Nieborowie, drugi park jest celem, który w pierwszych dniach wiosny po prostu muszę zrealizować.

 

Źródło: http://www.nieborow.art.pl/

 

Autor: Szymon Drab

Korekta: AK

 

 

 

Kategoria: ABC Łodzi, K, L, Ł, M, NComments (0)

R jak Rudzka Góra

Udostępnij artykuł na Facebooku

Wbrew opiniom, że Łódź to nudne i szare miasto, w którym królują zniszczone i obdrapane kamienice, postanowiłem udowodnić, że to nie do końca prawda. I znów sprawdza się banalne lecz trafne powiedzenie — cudze chwalicie, swego nie znacie. Sam do niedawna nie potrafiłem dostrzec tego piękniejszego oblicza naszego miasta, miejsc tętniących pięknem przyrody, w których można choć na chwilę zapomnieć o szarości życia codziennego. Miejsc takich jak Rudzka Góra.

 

 

 

Mieszkańcom Rudy Pabianickiej jest ono zapewne doskonale znane, jednak gdy zapytałem znajomych, mieszkających na drugim końcu Łodzi, czy słyszeli kiedykolwiek o Rudzkiej Górze, odpowiedzieli: a co to takiego? I tak narodził się pomysł opisania tego niezwykle urokliwego miejsca…

Rudzka Góra została częściowo sztucznie usypana i sięga 230 metrów n.p.m. Niesie ona ze sobą dość ciekawą historię. Otóż w latach 70. XX wieku na Rudzkiej Górze powstała skocznia  narciarska.  Co ciekawe, do budowy zeskoku  wykorzystano 260 tys. ton śmieci i gruzu przywiezionego z łódzkich budów.

W planach była również budowa trybuny dla kibiców oraz wieża sędziowska, niestety w latach 80. skocznia popadła w ruinę. Po latach na zapomnianą Rudzką Górę wrócili nastoletni pasjonaci skoków narciarskich, by wyremontować skocznię i urządzać na niej zawody. Rudzka Góra w pewnym sensie przeobrażała się z czasem z dość dzikiego  wzniesienia, na którego szczyt wdrapanie się było nie lada wyczynem, w nieco bardziej uporządkowane i obecnie zagospodarowane miejsce. Na terenie  Rudzkiej Góry zbudowany został całoroczny  tor saneczkowy o długości 580 metrów, oparty na grawitacyjnym systemie zjazdu. Miałem okazję kilkakrotnie zjechać saneczkami, które miejscami są w stanie rozpędzić się do 50 km/h. Muszę powiedzieć, że zjazd sprawia frajdę zarówno starszym, jak i młodszym amatorom owej atrakcji. U podnóża wzniesienia postawiono również Bacówkę, gdzie można   zjeść typowo góralskie potrawy. Rudzka Góra jest więc doskonałym miejscem na wycieczkę rowerową czy spacer dla całej rodziny o każdej porze roku.

Okazuje się, że Łódź oprócz szarych ulic, kominów i pofabrykanckich budynków kryje w sobie dość niezwykłe i atrakcyjne dla oka miejsca, których jej mieszkańcy nie spodziewaliby się spotkać. Polecam wycieczkę na Rudzką Górę wszystkim, a w szczególności tym, którzy lubią aktywnie spędzać czas na świeżym  powietrzu.

 

Autor: Paweł Strzałka

Korekta: M.K.

Kategoria: ABC Łodzi, O, P, R, S, T, Wtyczka KulturalnaComments (5)

D jak Dętka, czyli wpuszczeni w kanał

Udostępnij artykuł na Facebooku

W dzisiejszym wydaniu Abecadła Łodzi cofniemy się o kilka liter w stosunku do ostatniego artykułu. Przedmiotem naszego zainteresowania będzie „D” – od miejsca zwanego potocznie „Dętka”. Oczywiście nie stanowi ona nieodzownego elementu opony, a jedno z najbardziej nietypowych i ciekawych łódzkich muzeów, gdzie dla zwiedzających został udostępniony pierwszy w Polsce tunel wodociągowy.

 

 

 

„Dętka” znajduje się w centrum Łodzi, tuż za pomnikiem Tadeusza Kościuszki na pl. Wolności. Wybudowana w 1926 roku stanowiła podziemny, owalny zbiornik na wodę. Jednak od lat już nie użytkowany. Do kanału „Dętki” wpuszczano wodę, a następnie po otwarciu odpowiedniej zasuwy, spuszczano ją do kanałów, które wymagały oczyszczenia. Obecnie czynność ta wykonywana jest przez specjalnie do tego przystosowane samochody, toteż początkowa funkcja straciła na znaczeniu. Architektem zarówno omawianego przez nas kanału, jak i kanalizacji w znacznej części miasta, był William Lindley, kojarzący się łódzkim studentom głównie z umiejscowieniem przy ulicy nazwanej jego nazwiskiem – Uniwersyteckim Rektoratem.

Kanał „Dętka” o wymiarach 142m długości, 187cm wysokości oraz ok. 150  cm szerokości sprawia, że można swobodnie spacerować podziemnymi korytarzami. Wejście do kanału wygląda, jak loch wewnątrz placu, gdzie po krętych schodach wchodzimy do muzeum. W nim właśnie, mamy jedyną sposobność zapoznania się z wystawą artysty Roberta Kuśmirowskiego. Przed nim samym postawiono niełatwe zadanie – z jednej strony połączenie przeszłości z teraźniejszością, z drugiej zaś przedstawienie Łodzi w nowym świetle. Wynikiem prac autora wystawy jest zestawienie archiwalnych fotografii i dokumentów dotyczących budowy łódzkich kanałów z współczesnymi zdjęciami wykonanymi przez Kuśmirowskiego, który niejako wcielił się w rolę budowniczych kanałów. Tym samym przedstawił Łódź, taką, której dotychczas nie znaliśmy. Ponadto przestawił Łódź taką, której obecnie już nie zobaczymy  – rozmach i zapał, z którym budowano podziemny labirynt kanałów w latach 20. i 30. ubiegłego wieku. Dodatkowo, aby nadać wycieczce charakteru, zwiedzający otrzymują kask z lampką – taką samą, jak w swojej pracy w kanałach używają pracownicy ZWiK.

 

 

W październiku muzeum czynne jest w piątek (godz. 10.00 – 14.00) oraz w weekendy (14.00 – 18.00). Natomiast, w okresie jesienno – zimowym „Dętka” jest nieczynna. Dlatego też wszystkich zainteresowanych zapraszamy do odwiedzania muzeum w tych ostatnich dniach miesiąca. W okresie wiosenno – letnim Dyrekcja Muzeum Miasta Łodzi przewiduje ustalenie innych godzin wejść. W związku z tym spóźnialskich zapraszamy na stronę muzeum (źródła). Cena biletów nie jest wygórowana – 5 zł bilet normalny, a 3zł ulgowy. Bilety do nabycia są w obiekcie należącym do Muzeum Miasta Łodzi na Pl. Wolności 2.

 

Podsumowując, chciałbym dodać, że  podczas wizyty w „Dętce” możecie spodziewać się, że będziecie wpuszczeni w kanał.  Jednak tylko w pozytywnym – dosłownym tego słowa znaczeniu. Muzeum o wystroju niespotykanym na co dzień, o historii naszego miasta, której nie uczymy się w szkole warte jest odwiedzenia!

 

Źródła:
http://www.muzeum-lodz.pl/inne/detka.php
http://www.zwik.lodz.pl/module-Aktualnosci-action-Szczegoly-ID-60.html

 

Autor: Szymon Drab

Korekta: AK

Kategoria: A, B, C, D, E, ABC ŁodziComments (1)

M jak Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi

Udostępnij artykuł na Facebooku

Dzisiejszy obraz Łodzi jest wypadkową licznych zdarzeń, które miały miejsce w jej historii. Aby nie zamazać sobie obrazu współczesności błędną wiedzą o latach miniony, zajrzymy do muzeów. Dziś zapraszamy do Muzeum Tradycji Niepodległościowych.

 

Zapewne nazwa tego muzeum nic nikomu nie mówi. Bo po co interesować się tym, co w Łodzi jest? Pewnie jeśli dodam, że muzeum to znajduje się na Radogoszczu, to także nic nikomu  nie powie. Dlaczego jestem tego prawie taka pewna? Bo jest to najprawdopodobniej najrzadziej odwiedzane muzeum przez łodzian.
Najwięcej zwiedzających jest z zagranicy. Ale po wakacjach przyjeżdżają do nas wycieczki szkolne — mówi ochroniarz muzeum. — Nie wiem z czego to wynika? Przecież za jego murami kryje się historia jakich mało!

Pod koniec 1939 roku w dawnej fabryce Samuela Abbego utworzono obóz, który w wielu kwestiach przypominał obóz koncentracyjny. Pomysł jego założenia był oczywiście Niemców, którzy pragnęli podporządkować sobie nasze społeczeństwo. Artur Greiber, namiestnik „Kraju Warty” stwierdza: „My Niemcy przybyliśmy tutaj jako panowie, a Polacy mają być naszymi sługami”. To cytat, który wisi na jednej ze ścian muzeum i który pokazuje głupie rozumowanie istnienia nadczłowieka. Osoby osadzone tam pracowały niewolniczo ponad swoje siły. W zamian za swoje poświęcenie otrzymywały minimalne racje żywnościowe lub głodowe oraz brak opieki lekarskiej. Ludzie poświęcali

tam nie tylko swoje siły, ale również własne zdrowie i ciała, na których eksperymentowali niemieccy lekarze. Osadzonych w okresie istnienia obozu było ok. 40 000. Należy jednak nadmienić, że około 20 000 ludzi zamordowano. Egzekucje dokonywane były w lesie „Okręglik” lub w lesie lućmierskim.

Ludzi karano za różnorakie przewinienia. Czasem wystarczył zły humor wartownika a czasem próba ucieczki. Winowajców karano najczęściej na tzw. „warsztacie”. Była to drewniana skrzynia napełniona kamieniami. Więźnia kładziono na skrzyni i unieruchamiano metalowymi poprzeczkami na wysokości barków oraz pod kolanami. W takiej pozycji człowiek był bity. Według mnie — katowany.

Ubrań więziennych nie było, przebywaliśmy wszyscy w swoich ubraniach. Oznaczano tylko więźniów, którzy mieli iść na śmierć literą „B” na boku spodni, na piersiach kolorem żółtym…” — te słowa wypowiedział Władysław Zamachowicz, który był więziony w drugiej połowie 1942 roku. Załoga na Radogoszczu liczyła prawie 70 wachmanów. Byli oni wyposażeni w broń, pejcze oraz drewniane pałki. Cechowała ich brutalność i brak skrupułów wobec drugiego człowieka. Potwierdzają to wspomnienia byłych więźniów, które dotyczyły głównie komendanta Waltera Pelzhausena. Ale innymi oprawcami, którzy dorównywali brutalnością komendantowi byli: Józef  Heinrich, zwany przez więźniów „krwawym Józiem” oraz Bruno Mathaus vel Matuszewski, znany jako „doktor” lub „Mateusz”.

W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku, czyli w przeddzień wyzwolenia Łodzi, niemieccy okupanci postanowili przed opuszczeniem obozu podpalić go wraz z osadzonymi.

Więźniowie ginęli w płomieniach. Tych, którym udało się wyskoczyć przez okna, dobijano. Tegoż dnia zginęło prawie 2000 osób. Trzeba jednak dodać, że kilku osobom udało się przeżyć. Zaś zamordowanych pochowano na cmentarzu św. Rocha przy ulicy Zgierskiej 141. By uczcić tych, którzy zginęli i upamiętnić to, co już nie powinno się zdarzyć, stworzono muzeum, w którym znajduje się galeria zdjęć z tamtych czasów. Prócz tego znajdziemy tam również wiele sprzętu militarnego, zaczynając od bomb i karabinów, a kończąc na odznakach i mundurach wojskowych. Pozostałością po więźniach są ich legitymacje, zdjęcia, prywatne listy, zniszczone ubrania, guziki, pieniądze…

 

Muzeum jest czynne od wtorku do niedzieli. We wtorki i czwartki od 10 do 18, środy
i piątki od 9 do 16, soboty i niedziele od 10 do 15. Od niedawna zniesiono opłaty za wejście. Płacimy wyłącznie wtedy, kiedy chcemy wynająć przewodnika. Koszt takiej usługi wynosi 30 złotych.

9 września 1961 roku został odsłonięty obelisk autorstwa architekta Tadeusza Łodziany. „Natomiast kraty bramy prowadzącej do mauzoleum zaprojektował artysta plastyk Roman Modzelewski, płaskorzeźby — Antoni Biłas, a metaloplastykę — Wacław Wołosewicz”.

Uważam, że każdy powinien odwiedzić to miejsce. Nawet, jeśli wydaje się komuś, że jest to miejsce przerażające, to powinniśmy odwiedzić je chociaż raz, by uczcić pamięć tych, którzy zginęli. Tych, którzy w normalnych warunkach powinni żyć. Muzeum to pokazuje nie poświęcenie ludzi dla kogoś lub czegoś, ale zwyczajną walkę o życie, przetrwanie. Marian Piecha w 1961 roku pisze wiersz, który tytułuje „Radogoszcz”. Pisze: My wewnątrz Was — Was ocalamy”. Poeta zwraca słusznie uwagę na to, że pamięć o zamordowanych może przetrwać tylko dzięki naszej pielęgnacji. Może przetrwać, jeśli zagnieździ się w nas samych.

Jeżeli kogoś nie zmobilizowałam do zwiedzenia i poznania historii tego miejsca, czyli po części również Łodzi, to poległam. Jednak przykucie Waszej uwagi tym artykułem uważam za kropelkę sukcesu.

Autor: Sonia D.

Korekta: Magdalena Wójcik

Kategoria: ABC Łodzi, K, L, Ł, M, NComments (2)

G jak Graffiti

Udostępnij artykuł na Facebooku

W dzisiejszej edycji ABC Łodzi będziemy nawiązywać nie tylko do miejsc, ale również kultury i sztuki. Myślę, że dla większości łodzian miejsca te nie są warte specjalnej uwagi. Dlaczego? Ponieważ graffiti — bo o nim w dniu dzisiejszym — wciąż jeszcze kojarzy się z chuligańskim bazgraniem po budynkach. Czy rzeczywiście tak jest? Zapraszamy do lektury!

 

 

 

Utarta, zła opinia o graffiti ulega w coraz większym stopniu zatarciu i graffiti zaczyna być ujmowane w kategoriach sztuki. Sztuki młodego pokolenia. O samym postrzeganiu graffiti — z jednej strony z perspektywy grafficiarza, człowieka młodego; z drugiej zaś, osoby starszej — będziemy pisać niedługo. Dziś zajmiemy się kilkoma charakterystycznymi dla Łodzi miejscami, powiązanymi z tym rodzajem sztuki.

Nie będę ukrywał, że nie ma większego sensu specjalnie wsiadać do autobusu, samochodu czy nawet wybrać się pieszo, aby tylko zobaczyć graffiti. Jednak przechadzając się w pobliżu tego typu malowideł warto przystanąć na chwilę, złapać głęboki oddech i podziwiać. Osobiście, przyglądając się nie tylko omawianym dziś przeze mnie pracom, ale również i wielu innym, zazdroszczę ich autorom kunsztu i talentu.

Pierwszym miejscem, o którym chciałbym wspomnieć parę słów, jest największe na świecie graffiti, zdobiące północną ścianę kamienicy przy ul. Piotrowskiej 152. Ta monumentalna praca namalowana została na ścianie o powierzchni ponad 900 m2, a na jej wykonanie potrzebne było ponad 1000 puszek z farbą. Członkom łódzkiej grupy „Design Futura” prace zajęły niemal dwa miesiące! Początkowy projekt, zatytułowany „Łódź zwycięska”, diametralnie różnił się od tego, co dziś widzimy. Przedstawiał on okręt płynący po oceanie, tuż po zwycięskiej bitwie z innym, tonącym już statkiem. Jednak łódzcy urzędnicy zarzucali, że ów projekt jest „mało miejski” i powinien zawierać więcej łódzkich akcentów. Obecny projekt w 100, a nawet 200 procentach, spełnia główne założenia pracy — czyli zaprezentowanie najbardziej charakterystycznych łódzkich symboli. W centralnej części graffiti widać unoszącą się na fali z kostki brukowej łódź, na której namalowany jest herb naszego miasta. Tuż za nią wyłaniania się pomnik Tadeusza Kościuszki, Stary Ratusz i kościół Zesłania Ducha Świętego. W lewym dolnym rogu grupa uwieczniła zabytkowy tramwaj. Dzieło to idealnie łączy ze sobą nowoczesność i tradycję Łodzi..

Koleją pracą, godną zaprezentowania, jest tegoroczny mural powstały w ramach Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Graffiti Outline Colour Festival 2010. Usytuowany jest na narożnej kamiennicy przy ul. Żwirki 8 (od strony al. Kościuszki). Autorem i wykonawcą pracy o powierzchni ponad 700 m2 jest nowojorska grupa „Tats Cru”. Graffiti w centralnej części przedstawia 2 pocztówki. Pierwsza, widziana z zewnątrz, posiadająca akcent łódzki, uwidacznia Białą Fabrykę, czyli siedzibę Muzeum Włókiennictwa oraz flagę naszego miasta rozkładaną przez dwóch chłopców. Druga pocztówka natomiast, namalowana jest od wewnątrz. Jej odbiorcą jest grupa Tats Cru ze znaczkiem OCF 2010. Obie kartki otaczają już akcenty amerykańskie, utrzymane w kolorystyce brązowej na wzór ułożonych cegieł . Poniżej pocztówek jednak, zaprezentowano graffiti w żywszych kolorach. Niestety, na dzień dzisiejszy, nie ma możliwości podziwiania nowo wymalowanego budynku z powodu… wielkiej reklamy pobliskiego centrum handlowego zasłaniającej niemal 70% pracy.

Ostatnim zaprezentowanym dziś przeze mnie miejscem będzie Łódź Kaliska, a ściślej ujmując, mury znajdujące się przy niej. W każdorocznej edycji OCF grafficiarze z całego kraju, a także na specjalne zaproszenie grupy z różnych zakątków świata, mają do dyspozycji mury znajdujące się w pobliżu dworca. Pełna swoboda w zakresie wybieranych kolorów, rodzaju projektu (napisy, postacie czy abstrakcje), a zakończywszy na wyborze miejsca do malowania sprawia, że za każdym razem przyglądam się zakończonym malunkom z zapartym tchem.

Oczywiście w samej Łodzi znajdziemy jeszcze wiele innych prac grafficiarzy, jednak zaprezentowane dziś przeze mnie wydają mi się najbardziej charakterystyczne dla naszego miasta, oddające jego klimat i charakter. Jeśli znacie miejsca, w których namalowane jest wyjątkowe graffiti — zapraszamy do komentowania i przesyłania zdjęć.

 

Autor: Szymon Drab

Korekta: Małgorzata Kostelecka

Kategoria: ABC Łodzi, F, G, H, I, J, Wtyczka KulturalnaComments (0)

Strona 5 z 6« Najnowsze...23456

Miej OKO na imprezy!

Kanały informacji

Archiwum Eldezetu