Archive | Kryminalna Łódź

Sieciowy oszust złapany

Młody, bezrobotny łodzianin w ciągu 3 miesięcy wyłudził kwotę ponad pięćdziesięciu tysięcy złotych. Ofiarami naciągacza są klienci jednego z internetowych portali aukcyjnych.

Fot. AK

Mechanizm działania oszusta był prosty. Sprawca oferował do sprzedaży sprzęt elektroniczny. Poszkodowane osoby płaciły za towar, nie otrzymując jednak zamówionych rzeczy. Wiarygodność w sieci oszust zyskał dzięki posiadaniu statusu supersprzedawcy, czyli osoby obdarzonej na portalu dużym zaufaniem. Sprawcę zatrzymano w Trójmieście, po trwających pół roku poszukiwaniach.

 

Autor: Mariusz Stobiecki

Więcej na ten temat: tutaj.

Udostępnij artykuł na Facebooku

Kategoria: Kryminalna ŁódźComments (0)

Kronika Kryminalna 065 – Uwaga na fałszywego Łukasza

„Nie wiem kim jesteś, ale zalałem się i gadam z Tobą jak z dobrym kumplem” – to nazwa jednej z facebookowych grup, ale i opis fascynującego zjawiska socjologicznego. Specyficzny sposób nawiązywania alkoholowych znajomości niesie ze sobą zarówno szanse, jak i zagrożenia. Gdy po ustąpieniu kaca nowo poznana długonoga brunetka jest równie atrakcyjna jak w blasku dyskotekowych świateł to wszystko jest ok. Gorzej, gdy po przebudzeniu znika nie tylko współtowarzysz libacji, ale i nasze mienie.

 

Fot. cslacker.com

Tego rodzaju nieprzyjemna niespodzianka czekała na mężczyznę, który w nocy z 26 na 27 stycznia zaprosił do mieszkania swojego kolegę o imieniu Łukasza w celu konsumpcji napojów wyskokowych. Obydwaj panowie za kołnierz nie wylewali, jednak dość szybko nadszedł kres ich możliwości. Jako pierwszy do snu położył się gospodarz. Gdy przebudził się rano i poimprezowym zwyczajem podreptał do kuchni po kefir, jego uwagę przykuł brak kluczyków i dokumentów do zaparkowanego pod blokiem Forda Mondeo. Szybki rzut okiem na parking wprawił mężczyznę w jeszcze większe zdziwienie, gdyż miejsce po jego samochodzie stało puste. Na domiar złego, wyparowała także zawartość portfela. Pechowy imprezowicz niezwłocznie powiadomił policję, a ta rozpoczęła poszukiwania Łukasza. Odnalazł się on 1 lutego w jednej z kamienic przy ulicy Żeromskiego. Dla niepoznaki ukradzionego Forda zaparkował on z dala od miejsca swojego stałego pobytu, jednak dokumenty trzymał dla pewności w mieszkaniu. To go zgubiło. Zatrzymanemu grozi do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Co ciekawe, wcale nie miał na imię Łukasz. Uważajcie z kim pijecie, nawet jeśli Waszym kompanom patrzy z oczu tak dobrze, jak tym na zdjęciu.

Niezbyt daleko posuniętą ostrożnością wykazała się również pewna 14-letnia mieszkanka Piotrkowa Trybunalskiego. 1 lutego wyznaczyła sobie jako dzień zakupów i udała się do miejscowej galerii. Z kilku stoisk dziewczyna wybrała sobie nie tylko ubrania, ale też biżuterię i zegarek. Niestety, młoda amatorka shoppingu nie poznała jeszcze wyśnionej drugiej połówki, która w odpowiedzi na piękny uśmiech oddałaby jej, choć z pewnym wahaniem, swoją kartę kredytową. Ambitna 14-latka postanowiła więc poradzić sobie sama i poupychała drobne przedmioty w torebce, natomiast większe ciuchy założyła na siebie. Musiało być ich sporo, gdyż młoda dziewczyna o posturze Roberta Burneiki szybko zwróciła uwagę ochroniarzy, którzy zatrzymali ją i wezwali policję. Udowodnienie winy nie nastręczało trudności, gdyż Piotrkowianka nie zadała sobie nawet trudu oderwania metek od kradzionych ubrań. W trakcie przesłuchania w obecności rodziców wyszło na jaw, że w kradzieży na łączną sumę 475 złotych uczestniczyła również koleżanka zatrzymanej. W zaistniałej sytuacji obydwóm złodziejkom pozostało jedynie liczyć na wyrozumiałość sadu rodzinnego.

O łagodnym wymiarze kary nie ma za to co marzyć 37-latek, który urządził sobie pościg samochodowy na ulicach Łodzi. Zdarzenie miało miejsce 26 stycznia. Pod jedną z kamienic przy ulicy Gdańskiej podjechał Volkswagen Golf, w którym, według informacji policji, znajdował się poszukiwany listem gończym złodziej samochodów. Policjanci efektownie zablokowali mu drogę z obu stron, jednak mężczyzna przezornie nie wyłączał silnika i podjął ucieczkę taranując radiowóz oraz jednego z funkcjonariuszy. W grze GTA miałby już z pewnością trzeci poziom poszukiwania. Niezrażony uciekinier rozpoczął rejteradę ulicami miasta przejeżdżając przez trzy skrzyżowania na czerwonym świetle. Napotkawszy policyjną blokadę na ulicy Kilińskiego wjechał na chodnik, gdzie był bliski potrącenia kobiety. Krótko po tym ścigany porzucił samochód i pobiegł w kierunku zabudowań. To rozwiązanie rzadko przynosi sukces (nie oglądał serialu Kobra-oddział specjalny?). Tym razem również zawiodło, gdyż policjanci szybko poradzili sobie z uciekinierem. Okazało się, że mężczyzna ma za sobą nieciekawą przeszłość. Zwolniony z aresztu w listopadzie szybko rozwinął skrzydła i od tamtej pory ukradł co najmniej dziewięć pojazdów. 37-latek usłyszał również zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym oraz czynnej napaści na funkcjonariusza.

Nie mniej emocji wywołał incydent z 23 stycznia, który rozegrał się w jednym z bloków przy ulicy Krakowskie Przedmieście w Sieradzu. Około 21.00 do swojego mieszkania przybyła 23-letnia Sieradzanka. Zmęczenie ciężkim dniem szybko ustąpiło miejsca przerażeniu, gdyż kobieta spostrzegła w przedpokoju męskie buty i kurtkę. Było to dosyć dziwne, gdyż mieszkała sama. Jednak włos na głowie zjeżył się jej dopiero gdy zobaczyła śpiącego w jej łóżku nieznajomego mężczyznę i porozrzucane dokoła jego rzeczy. Wezwani na miejsce policjanci mieli niemałe problemy z dobudzeniem tajemniczego śpiocha, który, jak się potem okazało, przechowywał we krwi 2,6 promila alkoholu. Gdy mężczyzna doszedł do siebie opowiedział funkcjonariuszom całą historię. Otóż dzień wcześniej wracał od kolegi, z którym wcześniej sporo wypił. Niestety, nie udało się ustalić jak zdołał dostać się do cudzego mieszkania nie naruszając zamków w drzwiach. Właścicielka nie doszukała się żadnych zniszczeń, ani ubytków (nie licząc śmierdzącej pościeli), dlatego też intruz będzie mógł odpowiedzieć wyłącznie za naruszenie miru domowego. Za przenikanie przez ściany póki co Kodeks Karny sankcji nie przewiduje.

Autor: Adam Tubilewicz

Udostępnij artykuł na Facebooku

 

Kategoria: Kronika KryminalnaKomentarze są wyłączone

Sądowe Biuro Obsługi Interesanta

Dokładnie 1 lutego 2011 r. w Sądzie Rejonowym dla Łodzi – Śródmieścia w Łodzi przy ul. Kościuszki 107/109 zostało otwarte Biuro Obsługi Interesanta (zwane dalej BOI). W budynku wydzielona została również czytelnia akt.

źródło: ebos.pl

To coś nowego w funkcjonowaniu łódzkich sądów, bowiem, dotychczas, aby zapoznać się z aktami sprawy, interesanci kierowali się do poszczególnych wydziałów. W BOI można za to załatwić wszystko w jednym miejscu. Interesanci są przyjmowani w poniedziałki w godzinach 8:00-18:00, natomiast w pozostałe dni robocze między 8:00 a 15:00.

Do zadań BOI należy obsługa petentów, a także ułatwienie im dotarcia do niezbędnych informacji, takich jak np. sposoby wszczęcia postępowania, wysokość kosztów sądowych oraz sposoby ubiegania się o zwolnienie od kosztów sądowych. Oprócz tego BOI zajmuje się udostępnianiem formularzy sądowych i wzorów pism sądowych w typowych sprawach rozpoznawanych przez poszczególne wydziały.

Integralną częścią Biura Obsługi Interesanta jest czytelnia akt, w której uprawnione osoby mogą przeglądać akta spraw sądowych. Akta do czytelni mogą być zamawiane przez osoby zainteresowane zarówno bezpośrednio na miejscu w BOI, jak również telefonicznie bądź drogą elektroniczną.

Szczegółowe informacje dotyczące BOI znajdują się na stronie internetowej sądu.

 

Autor: Szymon Drab

 

Udostępnij artykuł na Facebooku

 

Kategoria: Bliżej prawaComments (4)

Kronika Kryminalna 064 – Pijany Chińczyk, małpki i Dar Pomorza

Rauschdelikt to konstrukcja prawna, w myśl której w części szczególnej kodeksu karnego tworzy się osobne przestępstwo opijstwa. W związku z tym każde upicie się alkoholem traktowane jest jako naganne, ale sprawca ponosi odpowiedzialność dopiero gdy popełni w tym stanie czyn zabroniony. Główną wadą tej koncepcji jest fakt, że znakomita większość popełnianych w naszym kraju przestępstw podpadałaby pod ten sam artykuł kodeksu karnego. Dzisiejsze wydanie Kroniki wyrabia pod tym względem sto procent normy, gdyż każdy z opisywanych poniżej przypadków wiąże się ze stanem nietrzeźwości.

 

Fot. Chinahearsay.com

Podróż po kryminalnej mapie województwa zaczynamy na ulicy Kopernika w Łodzi. 23 stycznia, tuż po północy, zauważono tam poruszającego się dziwnym torem jazdy mercedesa. Samochód niebezpiecznie przybliżał się raz do jednej, raz do drugiej krawędzi szosy. Przejeżdżający w pobliżu patrol policji postanowił zbadać przyczynę takiego stylu prowadzenia pojazdu. Za kierownicą limuzyny funkcjonariusze zastali kompletnie pijanego Chińczyka. 1,3 promila we krwi to dawka, po której niektórzy rodzimi kierowcy mogliby poprowadzić nawet bolid formuły 1, ale dla Azjatów taka ilość to zdecydowanie kres możliwości. Mimo stanu poczytalności ograniczonej obywatel Chin zdołał wytłumaczyć policjantom, że wypił tylko jedno piwo. Nie ma powodu by mu nie wierzyć, natomiast osobiście sądzę, iż musiał on szybko zapić ostry smak obficie przyprawionego kurczaka w cieście lub co gorsza jakiegoś czworonoga. A, że najbliżej stała akurat butelka sake… Skośnookiego kierowcę z pewnością stać było na upicie się czymś bardziej wykwintnym niż wódka z czerwoną kartką, gdyż po chwili wyciągnął z portfela trzysta złotych, którymi usiłował przekupić policjantów. Funkcjonariusze zabrali jednak nie te, a dużo większe pieniądze, które Chińczyk przewoził w bagażniku. Jedenaście tysięcy złotych zostało zabezpieczone na poczet przyszłych kar. A te mogą być srogie bo prowadzący mercedesa nie posiadał prawa jazdy ani polisy OC. Aby dokładnie wyjaśnić całą sprawę policjanci muszą jednak poprosić o pomoc tłumacza. Ciekawe jak po chińsku brzmi „dziesięć lat pozbawienia wolności”. Na pewno śmiesznie!

Przenosimy się do Sieradza, który od jakiegoś czasu stał się istną wylęgarnią patologicznych przypadków, nie tylko z alkoholem w roli głównej. Wszystko zaczęło się o 8.30, gdy w jednym ze sklepów spożywczych mężczyźnie chcącemu nabyć piwo zabrakło gotówki. Tak naprawdę to w ogóle jej nie miał, co mimo, iż był stałym klientem, nie podziałało usprawiedliwiająco na kasjerkę. Spragniony jegomość zmienił zdanie i zamiast piwa zapragnął wódki. Odepchnął więc sprzedawczynię i dokonał zaboru w celu przywłaszczenia dwóch buteleczek o pojemności 0,2 litra, po czym zbiegł. Powiadomiona o zdarzeniu jednostka patrolowa policji nie zdążyła jednak zapobiec konsumpcji trunków o wartości niecałych osiemnastu złotych. 29-latek wypił zawartość duszkiem, ale nie zdołał dotrzeć do miejsca zamieszkania padając na twarz tuż przed wejściem do klatki schodowej. Przeprowadzona na posterunku kontrola trzeźwości dowiodła, że feralny uciekinier z pewnością nie jest Chińczykiem, gdyż alkomat wskazał 3,5 promila alkoholu we krwi. Policjanci przyjęli kwalifikację prawną z artykułu 281, a więc kradzież rozbójniczą. Z powyższej relacji wynika jednak, że mieliśmy do czynienia z rozbojem, gdyż sprawca użył przemocy w momencie kradzieży, a nie już po niej, w celu utrzymania się w posiadaniu dwóch małpek.

Czasami stróże prawa nie muszą ścigać przestępców po obskurnych zakamarkach miasta, gdyż Ci sami przychodzą na komisariat. Na pewno trochę się przy tym stresują, więc nierzadko przekraczają próg siedziby policji w stanie wyraźnie wskazującym na spożycie czegoś mocniejszego. Tak było 17 stycznia około godziny 13.30, gdy w komendzie przy ulicy Żeromskiego stawił się mężczyzna w związku z pewną kolizją drogową. Podczas przesłuchania nie dało się nie zauważyć dziwnego mamrotania 63-latka, jak i poczuć jego mocno wódczanego oddechu. Szybka kontrola alkomatem nie pozostawiła wątpliwości – dwa promile. Taką samą wartość na urządzeniu odczytano również po przebadaniu małżonki świadka. Na domiar złego okazało się, że kolizja, w sprawie której mężczyzna zeznawał była spowodowana właśnie przez niego, co więcej, również pod wpływem alkoholu. Bohaterowi tej historii odradzamy stawienie się w sądzie w podobnym stanie i lepiej będzie jak przyjedzie on tam komunikacją miejską. Przynajmniej ewentualne spóźnienie będzie usprawiedliwione.

Na koniec zawitamy do Kutna. Miasto to, jako najbardziej wysunięte w kierunku morza w naszym województwie, posiadało wspaniały model żaglowca Dar Pomorza. Należał on do jednej z restauracji w centrum miasta. Czas przeszły jest tu nieprzypadkowy, gdyż było tak aż do 9 stycznia bieżącego roku, kiedy to wart trzysta złotych statek niespodziewanie zniknął. Właściciel szybko połączył fakt kradzieży z dwoma mężczyznami, którzy przebywali w lokalu tego dnia. Niezwłocznie powiadomił policję, która, po krótkim rekonesansie na pobliskim osiedlu, odnalazła sprawców z trudem niosących ciężką zdobycz. Zarówno 43-, jak i 30-latek są dobrze znani w kutnowskim środowisku przestępczym. Obydwaj też solidarnie mieli we krwi po dwa promile alkoholu. Mógłbym w tym miejscu pokusić się o jakiś kiepski żart łączący temat statku i bycia pijanym (Rimbaud?), ale poprzestanę na wskazaniu kary, jaka grozi dwóm „marynarzom”. A będzie to od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.

Autor: Adam Tubilewicz

Udostępnij artykuł na Facebooku

 

Kategoria: Kronika Kryminalna, Kryminalna ŁódźKomentarze są wyłączone

Poszukiwany postrzelony i złapany

W piątek ok. godziny 16:00 na ul. Karolewskiej mężczyzna poszukiwany listem gończym został zatrzymany przez łódzką policję

Fot. AK

Trzydziestoletni mężczyzna prawdopodobnie ścigany za wyłudzanie kredytów, gdy zobaczył policjantów, chwycił za broń. Wtedy jeden z funkcjonariuszy postrzelił go w lewą nogę. Poszukiwany został zatrzymany. Nikt inny nie został ranny.

Autor: AK

Udostępnij artykuł na Facebooku

 

Kategoria: Kryminalna Łódź, Rytm ŁodziKomentarze są wyłączone

Kronika Krymialna 063 – Echa sylwestrowej nocy

Obrzęd przechodzenia ze starego roku w nowy wyzwala we mnie z roku na rok coraz mniejsze emocje. Dziecięca fascynacja kolorowymi fajerwerkami powoli, lecz nieubłaganie, ustępuje miejsca zadumie nad kolejnymi dwunastoma miesiącami, które przybliżają nas do końca ziemskiej przygody. Najskuteczniejszym remedium na takie stany jest rzecz jasna alkohol, będący często czynnikiem sprawczym nieprawdopodobnych historii. A jako że w naszym narodzie lubimy się znieczulić procentami nie tylko od święta, to zdarzeń wartych zamieszczenia w Kronice nie brakowało też w ostatnich dniach poprzedzających nadejście 2012 roku.

 

Fot. Nasygnale.pl

Wyrzucanie telewizora przez okno to znany od lat motyw w popkulturze. Gwiazdy rocka podczas całonocnych, narkotycznych orgii ciskały hotelowymi odbiornikami ku uciesze małoletnich groupies. Oczywiście, tylko na początku kariery, gdyż po trzech albumach poprzeczka się podnosi i bywa tak, że kąpieli w basenie zażywa wytworny Rolls-royce. W Polsce, gdzie przez lata telewizor był dobrem luksusowym, podobne zabawy stały się możliwe dopiero w latach 90. Warto tu przywołać słynny rzut Marka Jóźwiaka, który na zimowym zgrupowaniu Legii Warszawa chciał trafić w Krzysztofa Ratajczyka. Niestety, tamten nie zorientował się w porę i maszynę trzeba było odkupić. Do najlepszych tradycji celebrytów nawiązano podczas jednej z sylwestrowych imprez w Zduńskiej Woli. Uwagę powracających z bali i dyskotek przechodniów przykuło renault laguna z wgniecionym w przednią szybę 14-calowym telewizorem. Przybyli na miejsce policjanci przyjęli słuszne założenie, że nie znalazł się on tam o własnych siłach. Wszelkie znaki wskazywały, iż coś wspólnego z tą sprawą ma impreza odbywająca się na trzecim piętrze pobliskiego bloku. Nad miastem wschodził świt, w związku z czym, gdy do mieszkania wkroczyli funkcjonariusze, było już po zabawie. Na miejscu zastali 21-letniego właściciela lokalu oraz jego 23-letniego kolegę, który bez większych oporów przyznał się do feralnego rzutu. Za uszkodzenia samochodu wycenione na tysiąc złotych grozi mu od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Kłopoty spotkały też drugiego delikwenta, który, jak się okazało, zapomniał stawić się w areszcie w celu poddania się karze 50 dni odsiadki. Tak po ludzku szkoda chłopaków, ale z pewnością za kratkami docenią luksus, jakim jest posiadanie odbiornika telewizyjnego.

Nieco inną sylwestrową przygodę przeżył pewien mieszkaniec Koluszek. Ostatniego dnia 2011 roku wybrał się bowiem na piwo do jednego z pubów. Niestety, fundusze 35-latka nie pozwalały na zakup nawet minimalnej ilości alkoholu, a sprzedawca zdecydowanie odmówił uregulowania długu w przyszłości. Jednak ochota na złocisty trunek wzięła górę i mężczyzna zjawił się przed lokalem kilka godzin później. Fakt, iż bar był zamknięty na cztery spusty stracił na znaczeniu w chwili, gdy nasz bohater zrobił użytek z przyniesionego ze sobą łomu. Jako że sforsowanie masywnej okiennicy, jak i wybicie szyby wymagało użycia sporej siły, Koluszkowianin postanowił na odchodnym zaopatrzyć się dodatkowo w chipsy, kilka paczek papierosów, gumę do żucia i czekoladę. Celem włamania było jednak upragnione piwo. Gdy po ściankach butelki spływały już ostatnie krople, do baru wkroczyli policjanci. Na swoje nieszczęście sprawca postanowił zwędzić również pozostawiony na kontuarze telefon komórkowy. Wartość towarów będących przedmiotem kradzieży przekroczyła zatem zdecydowanie magiczną granicę 250 zł. A jako że w grę wchodziło również włamanie, ustawowy wymiar kary wynosić będzie w tym przypadku od roku do lat dziesięciu.

Artykuł 279 Kodeksu Karnego będzie się również śnił po nocach dwóm mężczyznom, którzy 2 stycznia buszowali po radomszczańskich piwnicach. Zauważeni przez jednego z lokatorów intruzi zdążyli przed zatrzymaniem splądrować trzy komórki. 25-latek wraz ze swoim dziesięć lat młodszym kompanem gustowali przede wszystkim w artykułach gospodarstwa domowego. W ostatniej piwnicy skusiły ich jednak ogórki konserwowe i to właśnie zbyt długa konsumpcja tego przetworu przyniosła zgubę włamywaczom. Obydwaj przyznali się do winy, jednakże starszy ze złodziei działał w warunkach recydywy, tak więc teoretycznie może otrzymać karę wyższą niż maksymalnie przewidziane w kodeksie dziesięć lat pozbawienia wolności. Z kolei młodszy adept złodziejskiej sztuki został przekazany rodzicom, a o jego losie zadecyduje sąd rodzinny.

O ile dwóch złodziei ogórków zasługiwałoby co najwyżej na wzmiankę w Teleexpressie, to poniższa historia pewnego mężczyzny mogłaby stanowić scenariusz polskiego remake’u „Kac Vegas”. Wszystko zaczęło się w jednym ze zduńskowolskich solariów. Uwagę pracującej tam kobiety przykuł fakt, iż zażywający kąpieli słonecznej klient zdecydowanie zbyt długo siedzi w kabinie. Okazało się, że łóżko do opalania było na tyle wygodne, że 47-latek nie zdążył nawet zdjąć spodni i butów, gdy zmorzył go sen. Tajemnicę półnagiego amatora brązowej cery wyjaśniała częściowo bijąca od niego intensywna woń alkoholu. Przybyli na miejsce policjanci nie zdołali nawiązać jakiegokolwiek kontaktu z mężczyzną, dlatego też zapakowali go do karetki, która zabrała go do szpitala na obserwację. Po dwóch godzinach nasz bohater najwyraźniej odzyskał siły, gdyż personel placówki zmuszony był poprosić stróżów prawa o interwencję. Resztę wieczoru spędził on już w policyjnym areszcie, gdzie mógł spokojnie poczekać aż poziom alkoholu we krwi opadnie z ponad czterech promili do rozsądnego poziomu. Kac na pewno będzie srogi. Niestety, gdzieś po drodze zgubiło się Vegas.

Autor: Adam Tubilewicz

Udostępnij artykuł na Facebooku

 

Kategoria: Kronika KryminalnaKomentarze są wyłączone

Kronika Kryminalna 062 – Niektórzy chcą tylko patrzeć jak świat płonie

Motyw działania sprawcy jest niezwykle istotną okolicznością spośród wielu, które badają prowadzący sprawę policjanci. Oczywiście, nie mniej ważne jest odwzorowanie chronologii zdarzeń, ustalenie sprawców i zabezpieczenie dowodów. Jednak poznanie motywacji osoby popełniającej przestępstwo pozwala nam na chwilę odejść od sztywnych paragrafów i zobaczyć w danym stanie faktycznym człowieka. Czasem jest on chciwy i bezwzględny, czasem działa w gniewie, czasami też bywa zagubiony i dopiero w chwili popełniania czynu zabronionego uświadamia sobie jego wagę. Niekiedy jednak sprawcy obce są tego rodzaju dylematy. Jak mawiał Alfred Pennyworth: „Niektórzy ludzie nie potrzebują żadnej logiki ani pieniędzy. Nie można ich kupić, torturować ani negocjować z nimi. Niektórzy chcą tylko patrzeć, jak świat płonie”.

Fot. Strangecosmos.com

Zdecydowana większość przestępstw, o których dowiaduję się szukając materiału do kolejnej Kroniki, wyczerpuje się w kilku paragrafach. Rozboje, kradzieże sklepowe, zdarzenia drogowe czy uszkodzenia mienia to chleb powszedni stróżów prawa, nie tylko w województwie łódzkim. Czasem trafia się jednak prawdziwy rodzynek, przestępstwo, w którym zarówno sprawca, jak i motywy jego postępowania, są wyjątkowe. Na takie miano bez wątpienia zasługuje historia 61-letniej kobiety, którą zatrzymano 19 grudnia w jednym z pensjonatów w Łebie. Było to efektem wielomiesięcznych starań skierniewickich funkcjonariuszy z Wydziału Kryminalnego. Dama, o której tu mowa, podawała się za niemieckiego profesora nauk ścisłych, (w rzeczywistości posiadała wykształcenie pedagogiczne) działającego w Polsce na zlecenie międzynarodowych przedsiębiorstw. Powołując się na szerokie kontakty za zachodnią granicą, oferowała przygodnie poznanym biznesmenom niezwykłe możliwości pomnożenia gotówki w tamtejszych bankach. Swoich kontrahentów 61-latka poznawała najczęściej w luksusowych hotelach na Pomorzu, gdzie dopinano też szczegóły transakcji. Aby uwiarygodnić się w oczach zamożnych przedsiębiorców kobieta przekazywała im egzemplarze swoich książek. W rzeczywistości były to prace autorstwa autentycznej niemieckiej uczonej o takim samym imieniu i nazwisku. Osobista dedykacja od poważnego naukowca z RFN okazywała się niezwykle skuteczna. Od marca 2009 roku fałszywa pani profesor otrzymała łącznie 1,6 miliona złotych. Dzięki naiwności polskich inwestorów nasza bohaterka wygrzewała się na plażach Australii, Hiszpanii, Grecji i Kuby. Po wielomiesięcznym śledztwie udało się w końcu, choć nie bez problemów, odnaleźć kobietę i umieścić ją w tymczasowym areszcie. Grozi jej nawet do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Opalania się przez więzienne kraty raczej nie można porównać do błogiego smażenia się na Bondi Beach. Na pocieszenie naszej oszustki dodajmy jednak, że pająki występujące w polskich więzieniach są zdecydowanie mniejsze od tych, które znają dobrze mieszkańcy Antypodów.

Z dalekich mórz i gorących piasków powracamy do szarej, krajowej rzeczywistości. 2 grudnia na jednym ze skrzyżowań w Radomsku doszło do sprzeczki pomiędzy pasażerami BMW a osobami siedzącymi w poprzedzającym je pojeździe. Wszystko zaczęło się na imprezie, na której bawili się jedni i drudzy. W pewnym momencie gorączkę piątkowej nocy zepsuła dyskusja o piłce nożnej. Nie wiadomo, niestety, za jakimi klubami byli awanturnicy, ale różnica zdań okazała się nie do pogodzenia i obydwie ekipy opuściły lokal. Na drodze do Radomska nie obyło się bez robienia głupich min przez szybę i wzajemnego pokazywania sobie najpopularniejszego wśród kierowców palca. Powyższe zniewagi wyjątkowo ubodły kierowcę jednego z samochodów, który, w odwecie za „terefere”, ostro potraktował BMW prześladowców za pomocą kija bejsbolowego. Co prawda, kierujący niemieckim bolidem 21-latek wskazywał, iż wyprostowania karoserii jego auta dokonało kilku mężczyzn, jednak odnaleziony przez policję sprawca wziął winę na siebie. Dobrowolnie poddał się karze trzech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, a także został zobligowany do naprawienia szkody i zapłacenia grzywny. Aż dziw bierze, że dyskusje o siatkówce czy skokach narciarskich nigdy nie kończą się w tak brutalny sposób.

W Zduńskiej Woli nawet złodzieje mają sumienie! Taki nagłówek mógłby znaleźć się w lokalnej prasie lub folderze reklamowym. Nie wiem czy prezydent Niedźwiecki zdecydowałby się na promowanie miasta za pomocą przestępcy, ale historia, jaka rozegrała się 15 grudnia przy ulicy Getta Żydowskiego z pewnością zasługuje na rozgłos. Tuż przed 19:00 policjanci otrzymali anonimowe zawiadomienie o włamaniu. Pod wskazanym adresem odnaleziono pijanego 55-letniego mężczyznę, który wynosił z budynku worki z cementem. Gdyby odpuścił sobie ten łup, najpewniej zdołałby zbiec z miejsca zdarzenia przed przyjazdem mundurowych. Na trawie leżały bowiem spakowane i przygotowane do przeniesienia przyrządy murarskie i drabina. Jednak w dalszym ciągu coś się nie zgadzało. W telefonicznym zgłoszeniu mowa była o dwóch sprawcach. Po wytrzeźwieniu, schwytany na gorącym uczynku złodziej wyjawił, że miał wspólnika. Ten z kolei pomagał przy wynoszeniu sprzętów z firmy, w której sam pracował. Gdy jego starszy kompan zaproponował także zabranie cementu, 25-latek zdecydowanie zaoponował i oddalił się wykręcając z pobliskiego automatu numer 999. To niejednoznaczne zachowanie nie wpłynęło jednak na kwalifikację prawną czynu, gdyż obydwóm włamywaczom grozi do dziesięciu lat pozbawienia wolności. A zatem wszystko w rękach sędziego.

Na koniec trafiamy do Szczercowa, gdzie 1 grudnia sporo roboty miała straż pożarna. W późnych godzinach wieczornych z niewyjaśnionych przyczyn zapaliła się stodoła przy ulicy Kącik. Służbom ratowniczym nie udało się, niestety, uratować nic z wartego 17 tysięcy złotych budynku. Po oględzinach pogorzeliska okazało się, iż mieliśmy do czynienia z podpaleniem. Policjanci podjęli czynności śledcze, które, dokładnie osiem dni po zdarzeniu, doprowadziły do ujęcia sprawcy. Zatrzymany po krótkim rowerowym pościgu 22-letni mieszkaniec powiatu pajęczańskiego bez oporów opowiedział funkcjonariuszom jak podłożył ogień pod stodołę. Oświadczył ponadto, że zwyczajnie lubi to robić, a dodatkową przyjemność sprawia mu widok płonącego budynku oraz patrzenie na akcję bezskutecznie próbujących go gasić strażaków. Przyznanie się do winy zostało przypieczętowane przez znalezienie w domu chłopaka śruby pochodzącej z bramy wjazdowej na posesję, gdzie znajdowała się feralna stodoła. Na wniosek prokuratury podpalacz został objęty dozorem policyjnym. Śledczy ustalają czy zdarzenie z 1 grudnia było odosobnionym przypadkiem, czy też młody piroman ma na swoim koncie jakieś wcześniejsze popisy.

Autor: Adam Tubilewicz

Udostępnij artykuł na Facebooku

Kategoria: Kronika Kryminalna, Kryminalna ŁódźKomentarze są wyłączone

Śmierć na imprezie

W nocy 25 grudnia w mieszkaniu przy ul. Piłsudskiego zmarł ugodzony nożem mężczyzna.

Źródło: pl.wikipedia.org Fot. Donovan Govan

W mieszkaniu trwała impreza. Gdy zgromadzeni zaczęli się układać do snu, jeden z nich postanowił posłuchać jeszcze muzyki. Drugiemu mężczyźnie się to nie spodobało, ponieważ muzyka była zbyt głośna, więc chwycił za nóż i ugodził swojego kolegę. Ten zmarł na miejscu. Wszyscy imprezowicze zostali zatrzymani, a sprawcy grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Autor: AK
Udostępnij artykuł na Facebooku

Kategoria: Kryminalna Łódź, Rytm ŁodziKomentarze są wyłączone

Kronika Kryminalna 061 – Ci wspaniali mężczyźni w swych szalejących maszynach

Gdyby połączyć wszystkie przypadki opisywane w dzisiejszym wydaniu Kroniki otrzymalibyśmy historię samotnego jeźdźca, który, wyciągnięty z samochodu i brutalnie pobity, dokonuje zuchwałej kradzieży chusteczek, po czym, zmorzony głodem, udaje się na pizzę. Miłej lektury!

 

Fot. Themustangsource.com

Na elektronicznym japońskim zegarze dochodziła północ. Mężczyzna podniósł się z szezlonga i nałożył na stopy grube, białe skarpety z logiem popularnej firmy sportowej. Wstał i otrzepał z resztek paprykowych chipsów swoje spodnie dresowe ozdobione po bokach czerwonymi paskami. Nerwowym ruchem odkopnął puszki po piwie i kierując się do drzwi szybkim ruchem ręki zgarnął z komody kluczyki. Stojąc na schodach spojrzał na błyszczącą w świetle księżyca maskę swojego dzisiejszego zakupu. Seat Ibiza nie był szczytem marzeń 18-latka, na półce nad łóżkiem królowały raczej Ferrari Testarossa i Viper, ale jako pierwsze cztery kółka wydawał się rozsądnym wyborem. W brzuchu mężczyzny zawirowało. Uczucie podniecenia przed pierwszą samotną jazdą nowym autem mieszało się ze wspomnieniem wypitych przed chwilą sześciu niedrogich piw. Mężczyzna otworzył drzwi i z głośnym westchnieniem opadł na fotel. Po przekręceniu kluczyka deska rozdzielcza rozbłysła na niebiesko. Z głośników wzmocnionych potężną tubą płynęły pierwsze linie basu „Nightcall” Kavinsky’ego. Seat wyjechał na pustą szosę w kierunku Borowej i bez problemu osiągnął prędkość 130 kilometrów na godzinę. Mężczyzna przymknął oczy. W oddali zamajaczyły światła Koluszek. Zatrzymał samochód. Ktoś nadjeżdżał z tyłu. Gaz do dechy. Nowe opony zapiszczały o mokry asfalt, a w miarę przesuwania się w prawo wskazówki prędkościomierza światła auta z tyłu stawały się coraz mniejsze. Po chwili jednak niebieskie i czerwone lampy błyskowe rozświetliły wyłożone welurową tapicerką wnętrze seata. Kierowca gwałtownie skręcił kierownicę i sobie tylko znanym sposobem trafił we wjazd na polną drogę. Błysk świateł i huk syreny nie ustawał. Nagle coś łupnęło i mężczyzna zobaczył jak na przedniej szybie Seata czarna linia horyzontu ustępuje miejsca bezgwiezdnemu niebu. Uderzenie w ziemię otrzeźwiło ciało i umysł 18-latka, który, wyczołgawszy się przez przednią szybę, zaczął biec. Dziś niewiele już z tego pamięta. Nie wie jak gnając na oślep przez pola zdołał dotrzeć do domu. Nie pamięta, że po wejściu do pokoju zdążył tylko zdjąć buty.

Gdy się obudził, zobaczył nad sobą dwie rozmazane twarze. Po dłuższej chwili ich kontury stały się wyraźniejsze ujawniając oblicza dwóch policjantów. Potem wszystko poszło już jak z płatka: przyznanie się do winy, ustalona sądowa rozprawa za taki sam wybryk z przeszłości, 1,5 promila we krwi, do dwóch lat pozbawienia wolności. Te słowa huczały w głowie mężczyzny i stawały się nie do zniesienia. Położył się z powrotem na łóżku. Spojrzał w kierunku japońskiego zegarka, ale w miejscu gdzie zawsze stał była pustka. Roztrzaskany leżał za łóżkiem obok plastikowego resoraka Ferrari Testarossa.

Sobotni wieczór układał się dla młodego mieszkańca Kamieńska nadzwyczaj dobrze. Po stronie sukcesów mógł zapisać uzyskanie pozwolenia rodziców na pożyczenie samochodu oraz zapoznanie miłej dziewczyny podczas zabawy w klubie. Do absolutu 18-latek zbliżał się jednak, gdy namówił towarzyszkę zabawy na wyjście do pozostawionego przed klubem auta. Niestety, nie dla wszystkich imprezowiczów łowy okazały się tak udane. Tuż po rozpoczęciu miłej pogawędki na wygodnych fotelach, w szybę zapukał jeden z kolegów głównego bohatera żądając natychmiastowego powrotu do domu. Warto dodać w tym miejscu, że nasz 18-latek wspaniałomyślnie zabrał na zabawę swoich najlepszych kumpli. Ci jednak nie odpłacili się pięknym za nadobne demolując nie tylko pojazd, ale i facjatę kierowcy, który z oczywistych powodów nie chciał jeszcze opuszczać dyskotekowego parkingu. Napastnicy, których personalia szybko ustalono, odpowiedzą za uszkodzenie mienia, a najbardziej krewki z nich dodatkowo za uszkodzenie ciała. A kto odpowie za złamanie serca dziewczyny, która musiała na to wszystko patrzeć?

3 grudnia około godziny 20.30 do sklepu spożywczego na jednym z osiedli w Głownie wszedł mężczyzna. Z pozoru zwyczajny klient szybko zaczął wyróżniać się spośród pozostałych, gdyż zamierzał opuścić sklep z kilkoma rzeczami, za które nie zapłacił. Próba zatrzymania złodzieja przy wyjściu zakończyła się porażką, a w szczególności siniakiem na twarzy ekspedienta. Na szczęście obywatelska postawa w narodzie nie ginie i już po chwili mężczyzna został ujęty przez trzech świadków jego ucieczki. Po przeszukaniu przez policjantów okazało się, że sprawca zabrał coś dla siebie z każdego działu marketu. Z części chemicznej wziął paczkę zwilżonych chusteczek higienicznych i odświeżacz powietrza. Ze spożywczej półki zgarnął butelkę soku malinowego, a z kącika prasowego książkę. 35-letni głownianin usłyszał zarzut kradzieży rozbójniczej. Zanim sąd orzeknie karę pozbawienia wolności (od roku do lat dziesięciu), prokurator już zdecydował, że do dnia procesu sprawca będzie objęty dozorem.

Nie kleptomania a głód był główną przyczyną zdarzeń z 26 listopada, jakie rozegrały się w Zgierzu przy ulicy Staffa. Krótko po północy do znajdującej się tam pizzerii wtargnął nietrzeźwy mężczyzna i zażądał wydania mu dużej margherity. Okazało się to niemożliwe, gdyż w lokalu odbywała się akurat zamknięta impreza. Wściekły 31-latek postanowił zaprezentować zgromadzonym gościom jak bardzo jest głodny i gołą ręką wybił szybę w drzwiach lokalu. Ten pokaz siły skłonił niechętną do tej pory obsługę lokalu do zaproszenia twardziela do środka. Po przyjeździe policji okazało się skąd w niepozornym człowieku wzięła się ta nadludzka siła. Wszak mając dwa promile alkoholu we krwi niejeden już uwierzył, że może dokonać niemożliwego. Ustawowa kara za uszkodzenie mienia wynosi od trzech miesięcy do pięciu lat. Niestety, jeśli chodzi o potrawy związane z Italią to w więzieniu zamiast pizzy można uświadczyć co najwyżej włocha w zupie.

Autor: Adam Tubilewicz

 

Udostępnij artykuł na Facebooku

Kategoria: Kronika KryminalnaKomentarze są wyłączone

Pobity na pl. Niepodległości

Dzisiejszej nocy w pobliżu pl. Niepodległości został pobity przechodzień. Sprawcom grozi do 3 lat więzienia.

Źródło: wikipedia.org Fot. Cezary p

Mężczyzna, który wyszedł z lokalu mieszczącego się przy ul. Pabianickiej, kierował się w stronę postoju taksówek. Wtedy zatrzymało go czterech innych mężczyzn, którzy po pytaniu, której drużynie piłkarskiej kibicuje, zaatakowali go.

Świadek zajścia wezwał policję. Po poszukiwaniach napastnicy zostali zatrzymani. Są nimi łodzianie w wieku od 20 do 53 lat. Najmłodszy z nich jeszcze nie był notowany.

Autor: AK

 

Udostępnij artykuł na Facebooku

Kategoria: Kryminalna Łódź, Rytm ŁodziKomentarze są wyłączone

Strona 1 z 712345...Najstarsze »

Miej OKO na imprezy!

Kanały informacji

Archiwum Eldezetu