Udostępnij artykuł na Facebooku
Z życia kierowców
Czego to nie robi się, aby uniknąć zapłacenia mandatu i utraty prawa jazdy. W niedzielę 9 maja tuż przed 11 w Tomaszowie Mazowieckim na skrzyżowaniu Alei Piłsudskiego z ulicą Grunwaldzką policjant dał sygnał do zatrzymania się kierującemu samochodem osobowym marki Renault Laguna. Funkcjonariusz spostrzegł, iż kierowca najprawdopodobniej jest pijany. Otworzył drzwi pojazdu i nakazał mu wyłączyć silnik, a następnie wysiąść z samochodu. Znajdujący się za kierownicą mężczyzna nie zastosował się jednak do poleceń policjanta i chcąc uniknąć zatrzymania, gwałtownie ruszył do tyłu. Przewiózł tym samym funkcjonariusza na otwartych drzwiach pojazdu i doprowadził do jego upadku na jezdnię. Zawracając, uszkodził dodatkowo zaparkowanego na ulicy opla corsę oraz bramę wjazdową i ogrodzenie pobliskiej posesji. Mężczyzna próbował uciekać jadąc pod prąd ulicą jednokierunkową, lecz już po przejechaniu kilkudziesięciu metrów uderzył w betonowy słup. Tuż po uderzeniu kierowca wraz z pasażerem próbowali kontynuować ucieczkę na pieszo. Przebywający w pobliżu policjanci jednak na to nie pozwolili. Obydwaj zatrzymani byli pod wpływem alkoholu.
Dzień wcześniej na kilkanaście minut przed północą łódzcy funkcjonariusze poszukiwali innego wybitnego kierowcy. Kilka osób zgłosiło policji, iż w okolicy ulicy Przędzalnianej porusza się specyficzny pojazd. Owa specyfika polegała na tym, że uszkodzony, ciągnący za sobą swój zderzak samochód poruszał się wężykiem od jednego krawężnika do drugiego. Świadkowie zdarzenia podążali za pojazdem i na bieżąco informowali o wszystkim policję. W pewnym momencie samochód zatrzymał się, a obserwatorzy postanowili wykorzystać tę sytuację i odebrać kierującemu kluczyki. Moment ich nieuwagi wykorzystał kierowca, który zbiegł z miejsca zdarzenia. Mundurowi, którzy przybyli na miejsce, rozpoczęli poszukiwania uciekiniera. Odnaleźli go… w okolicznej bramie, gdzie spał sobie jak suseł. Obok niego leżały białe rękawiczki, z których korzystał podczas prowadzenia pojazdu. Jak się wówczas okazało, samochód był kradziony, a zatrzymany odpowiadał już wcześniej za szereg innych kradzieży. Teraz grozi mu 10 lat wiezienia.
Alkoholowo
10 maja policjanci odkryli prawdziwą „krainę spirytusem płynącą”, a ściślej rzecz ujmując, urządzili nalot na posesję w gminie Brójce, którą typowano na rozlewnię nielegalnego alkoholu. W godzinach rannych funkcjonariusze weszli do tamtejszych pomieszczeń gospodarczych i przeszukali je. Wewnątrz znaleziono plastikowe pojemniki typu Mauser wypełnione cieczą o silnej woni alkoholu, aparaturę służącą do odkażania i filtrowania spirytusu technicznego oraz potrzebne do procesu technologicznego chemikalia. Kryminalni ustalili, że osoby zajmujące się tym przestępczym procederem uzyskiwały czysty spirytus ze skażonego spirytusu technicznego, poddając go specjalistycznej obróbce chemicznej. Następnie trunek rozlewany był w litrowe plastikowe butelki i wywożony z przeznaczeniem do
sprzedaży. Łącznie zabezpieczono ponad 2 tysiące litrów spirytusu! Udało się także zatrzymać 20-letniego łodzianina i 21-letniego mieszkańca Włocławka, którzy byli zamieszani w przestępczy proceder. Podejrzani poruszali się peugeotem boxerem, w którym ujawniono 100 plastikowych butelek z trefnym spirytusem. Ustalono, że mężczyźni alkohol z rozlewni przewozili do Łodzi. Za przestępstwo opisane w artykule 65 paragrafu 1 kodeksu karnego skarbowego grozi im teraz kara grzywny do 720 stawek dziennych albo kara pozbawienia wolności do lat 2 lub obie te kary łącznie.
12 maja około godziny 16:00 anonimowy rozmówca zgłosił policji w Pabianicach, iż pijany mężczyzna kieruje na placu budowy koparko-ładowarką. Policjanci szybko dotarli do nietrzeźwego kierowcy. Pod nieobecność kierownika budowy i uprawnionego do obsługi koparki kierowcy, jeden z pracowników, będący pod wpływem alkoholu, wsiadł do pojazdu i rozwoził piach po placu. W trakcie interwencji okazało się, że również pozostałych 5 budowlańców, a więc tak naprawdę cała ekipa pracowników, jest pijana. Przybyły na plac budowy kierownik był bardzo zaskoczony całą sytuacją i zadecydował o przerwaniu prac i odwiezieniu pijanych pracowników do domu. I jak tu się potem dziwić, że współczesna architektura jest tak nietrwała…
Dwie godziny później dyżurny poddębickiej komendy otrzymał zgłoszenie od jednego z mieszkańców powiatu dotyczące tego, że na teren jego posesji wtargnął młody mężczyzna i nie chce jej opuścić. Po przybyciu patrolu na miejsce, okazało się, że 26-letni mieszkaniec powiatu wystawił z zawiasów furtkę z ogrodzenia, po czym wszedł na teren posesji wbrew woli właściciela. Co więcej po pewnym czasie przeszedł na teren drugiej posiadłości, gdzie szarpał za odzież właściciela, a następnie wsiadł bez jego zgody do ciągnika rolniczego marki Ursus i jeździł nim po posesji. Mężczyzna zachowywał się agresywnie i ignorował polecenia funkcjonariuszy, którzy w końcu postanowili zatrzymać go siłą. Intruz miał ponad 2 promile alkoholu we krwi. Za naruszenie miru domowego grozi mu kara do roku pozbawienia wolności. Dotychczas nie udało się wyjaśnić motywów jego działania.
Wieści ze Zduńskiej Woli
Drugi tydzień maja zapewnił wiele atrakcji funkcjonariuszom komendy policji w Zduńskiej Woli. Najpierw oficer dyżurny otrzymał zgłoszenie o tym, że przez miejscowość Izabelów przejechał samochód marki Opel z włączonymi sygnałami świetlnymi koloru niebieskiego. Patrol ruchu drogowego udał się na poszukiwania „uprzywilejowanego” pojazdu i odnalazł go przy jednej ze szkół na terenie gminy. Właścicielem samochodu był 19-letni mieszkaniec gminy Warta. Podczas przesłuchania wyjaśnił, że lampę błyskową kupił na bazarze. Dlaczego jej użył? Tłumaczył, że… bardzo spieszył się do szkoły. Za ten pociąg do nauki grozi mu teraz kara aresztu oraz grzywny w kwocie do 5 tysięcy złotych.
W innej ze szkół w Zduńskiej Woli doszło do kradzieży roweru o wartości 1200 złotych. 14-letni chłopiec pojechał jak co dzień do szkoły rowerem i pozostawił go w stojaku przy placówce. Gdy po zajęciach wyszedł ze szkoły, jednośladu już nie było. Sprawą zajęła się policja. Poszukiwania przerwano po tym, jak mama poszkodowanego poinformowała służby, iż sprawca kradzieży zwrócił pojazd. Okazał się nim inny uczeń szkoły, 15-letni zduńskowolanin. Na pytanie o powód swojego postępowania odpowiedział, iż po prostu chciał sobie trochę pojeździć. Sprawą zajmie się Sąd Rodzinny.
Po tych dwóch raczej błahych sprawach policjanci otrzymali dużo bardziej niepokojące zgłoszenie. Na telefon alarmowy zadzwonił mężczyzna, który groził, iż „podpali kościół w Korczewie i wysadzi go granatami”. Sprawa wydawała się poważna, więc w rejon kościoła natychmiast zostały wysłane patrole policji. Kościół był jednak w stanie nienaruszonym, a w jego pobliżu nie zastano nikogo. Po kilkunastu minutach ustalono, że potencjalny sprawca dzwonił z miejscowości Tymienice. Gdy mundurowi dojechali pod ustalony adres, mężczyzna przebywał na terenie posesji i bynajmniej nie był zaskoczony wizytą funkcjonariuszy. Od razu przyznał się do wprowadzenia w błąd policji, jednak nie potrafił wytłumaczyć swojego postępowania. Być może po raz kolejny zawinił alkohol. Zatrzymany miał w organizmie prawie dwa promile.
Szymon Cieśliński




