Nie tak miał wyglądać początek rundy wiosennej sezonu 2011/2012 w wykonaniu łódzkich zespołów. Zarówno Łódzki Klub Sportowy, jak i Widzew poniosły porażki na własnych stadionach, odpowiednio 0-2 z Polonią Warszawa i 0-1 z Podbeskidziem.
Tylko niepoprawni optymiści mogli przewidywać, iż mecz ŁKS-u z Polonią Warszawa będzie starciem dwóch równorzędnych rywali. Gospodarze, którzy za wszelką cenę chcieli udowodnić, że w ich szaleństwie budowania drużyny od podstaw jest metoda, zaprezentowali w piątek aż sześciu nowych graczy. Jednak całą różnicę w poziomach obu drużyn pokazuje fakt, iż za żadnego z pozyskanych zimą piłkarzy ŁKS nie zapłacił nic, podczas gdy „Czarne Koszule” tylko na dwóch nowych zawodników wydały blisko pół miliona euro.
Rozgrywane w zimowej scenerii spotkanie rozkręcało się powoli. W siódmej minucie serca łódzkich kibiców zabiły mocniej, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego pomylił się Michał Gliwa. Niestety, błędu bramkarza gości nie wykorzystał dobrze pilnowany przez obrońców Marcin Mięciel. W odpowiedzi prostopadłe podanie Bruno próbował wykorzystać Edgar Çani, jednak jego strzał z ostrego kąta nie sprawił wiele kłopotu Bogusławowi Wyparle. W 15. minucie goście zagrali już dużo skuteczniej. Z lewego skrzydła piłkę wrzucał Tomasz Brzyski, Çani nie zdołał oddać strzału, ale w sukurs przyszedł mu Robert Jeż, który ze stoickim spokojem zdobył gola na 1-0. Po uzyskaniu prowadzenia goście nie forsowali tempa gry. Zresztą nie musieli tego robić, gdyż gra ŁKS-u nie zmuszała ich do wybitnej aktywności. Tuż przed przerwą Polonię mógł jednak skarcić Maciej Iwański. Kreowany na nowego lidera drużyny doświadczony pomocnik dopadł do bezpańskiej piłki przed polem karnym, ale jego strzał minął bramkę Gliwy.
Losy meczu mogły odmienić się tuż po przerwie. Po niedokładnym podaniu Iwańskiego jeden ze stoperów Warszawian pomógł gospodarzom i idealnie wyłożył piłkę Marcinowi Mięcielowi. Doświadczonemu snajperowi nie pozostawało nic innego jak przyjąć futbolówkę i posłać ją do siatki w sytuacji sam na sam. Niestety, Mięciel zbytnio się pospieszył i mimo, iż nie był atakowany to uderzył słabo i wprost w dobrze ustawionego bramkarza. Po godzinie gry Łodzianie zupełnie opadli z sił, czym zaprosili do bardziej aktywnej gry drużynę Polonii. W 62. minucie piłkę po strzale Wladimera Dwaliszwilego wybił obrońca, a chwilę później fatalnego kiksu Adamskiego nie wykorzystał Çani. Albańczyk w końcu dopiął swego wykorzystując bierną postawę obrońców w 70. minucie. Po dograniu z rzutu rożnego Edgar Çani zrobił użytek ze swoich warunków fizycznych i na raty pokonał Bogusława Wyparłę. Na dziesięć minut przed końcem goście chcieli zabawić się w Barcelonę, jednak przekombinowali i Wszołek nie trafił do pustej bramki. Wynik mógł jeszcze podwyższyć Tomasz Brzyski, ale jego potężny strzał z rzutu wolnego obronił Wyparło.
Reasumując, porażka 0-2 jest sprawiedliwym wynikiem dla ŁKS-u. Goście mogli dorzucić jeszcze kilka bramek, ale chyba słusznie stwierdzili, że oszczędzą siły na kolejne mecze. Niestety, drużyna z Alei Unii nie może sobie pozwolić na takie kalkulacje, gdyż jest kompletnie nieprzygotowana fizycznie do rozgrywek. Oczywiście, wszyscy wiemy jakie są tego przyczyny, ale wygląda na to, że jeśli Łodzianie nie strzelą bramki do 60. minuty to w ostatnich dwóch kwadransach będą niezwykle łakomym kąskiem dla rywali. Pomijając fakt, iż we wcześniejszej fazie meczu będą również tracić gole. Runda wiosenna zapowiada się zatem jako dramatyczna walka o każdy punkt. Najbliższy jej akt już w najbliższy piątek w starciu z Lechią Gdańsk.
Łódzki KS 0-2 Polonia Warszawa
Róbert Jež 15, Edgar Çani 70
ŁKS: Bogusław Wyparło – Artur Gieraga, Michał Łabędzki, Marcin Adamski, Ronald Gërçaliu – Grzegorz Bonin (84, Seweryn Gancarczyk), Oļegs Laizāns, Maciej Iwański (76, Mateusz Stąporski), Marek Saganowski, Robert Szczot (73, Paweł Sasin) – Marcin Mięciel.
Podbeskidzie Bielsko-Biała to drużyna, która nie cieszy się zbyt wielkim szacunkiem wśród kibiców T-Mobile Ekstraklasy. Przegrali nawet z Podbeskidziem – tak o swojej drużynie nie chciałby usłyszeć żaden fan krajowego futbolu na najwyższym poziomie. Tymczasem zespół z Bielska sprawił jesienią kilka mocnych niespodzianek pokonując między innymi Legię w Warszawie czy wygrywając na wyjeździe z Wisłą Kraków. Mimo to kibice Widzewa z optymizmem spoglądali na kalendarz rundy wiosennej, który na samym początku skojarzył ich drużynę właśnie z sympatycznymi „Góralami”.
Nim wszyscy zdążyli wygodnie rozsiąść się na krzesełkach stadionu przy Alei Piłsudskiego goście egzekwowali już rzut karny. W trzeciej minucie po przypadkowym odbiciu piłki ręką przez Hachema Abbèsa arbiter nie zawahał się i wskazał na jedenasty metr. Zaskoczony całą sytuacją był także wyznaczony do strzału Sylwester Patejuk, który posłał piłkę wysoko ponad bramką Macieja Mielcarza. Widzewiacy nie potraktowali zbyt serio tego ostrzeżenia, czego efektem były kolejne sytuacje dla Podbeskidzia. W 15. minucie Maciej Rogalski znalazł się oko w oko z Mielcarzem, który nie przestraszył się i pewnie wybił piłkę spod nóg napastnika. Gospodarze mogli odpowiedzieć po strzale Princewilla Okachiego, który jednak nie przymierzył zbyt precyzyjnie. W 28. minucie goście mogli już mówić o pechu. Po kolejnym błędzie Abbèsa Rogalski znów znalazł się sam na sam z Mielcarzem, ale zarówno jego pierwszy strzał, jak i dobitka nie znalazły drogi do bramki. W Widzewie wyróżniającą się postacią był Okachi, który w 40. minucie był faulowany w polu karnym przez Dančíka, ale sędzia nie był już tak stanowczy jak na początku spotkania. Tuż przed przerwą najlepszą okazję dla gospodarzy miał jednak Mindaugas Panka, ale jego strzał sparował do boku Richard Zajac.
W 51. minucie oglądaliśmy kolejny pojedynek Rogalskiego z Mielcarzem. I tym razem górą był bramkarz Widzewa, który dwoił się i troił, aby naprawiać błędy swoich obrońców. Niestety, nadeszła w końcu sytuacja, w której nawet on okazał się bezradny. W 67. minucie rzut wolny wykonywał Patejuk. Jak się okazało ta sztuka wychodzi mu lepiej niż egzekwowanie jedenastek. Silne uderzenie pod murem znalazło drogę do siatki, a goście wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końca spotkania.
W meczu z Podbeskidziem nie zobaczyliśmy najlepszej pary stoperów Widzewa Bieniuk-Ukah, których z kiepskim skutkiem próbowali zastąpić Abbès i Bruno Pinheiro. W kolejnym spotkaniu środek obrony nie może pozwalać rywalom na takie harce, jak w sobotę. Wszak rywal, Polonia Warszawa, będzie z zdecydowanie wyższej półki. Nadal trwają za to poszukiwania napastnika. W najbliższych dniach przewidywane jest podpisanie kontraktu z Tunezyjczykiem Mehdi Ben Dhifallahem. Jakiekolwiek wzmocnienie w ataku będzie na wagę złota, gdyż samym Oziębałą i 17-letnim Stępińskim ekstraklasy Widzew na pewno nie zawojuje.
Widzew 0-1 Podbeskidzie Bielsko-Biała
Sylwester Patejuk 67
Widzew: Maciej Mielcarz – Łukasz Broź, Bruno Pinheiro, Hachem Abbès, Dudu Paraíba – Krzysztof Ostrowski (63, Jakub Bartkowski), Piotr Mroziński (68, Mariusz Rybicki), Mindaugas Panka, Princewill Okachi, Marcin Kaczmarek – Przemysław Oziębała (63, Mariusz Stępiński).
Autor: Adam Tubilewicz













