Opublikowano 20 października 2011.
Kategoria: SportWprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.
Opublikowano 08 października 2011.
Kategoria: SportWprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.
Opublikowano 08 października 2011.
Kategoria: SportWprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.
Opublikowano 05 października 2011.
Kategoria: SportWprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.
Opublikowano 04 października 2011.
W zupełnie odmiennych nastrojach niż tydzień temu kończą 9. kolejkę T-Mobile Ekstraklasy drużyny ŁKS-u i Widzewa. „Rycerze wiosny” pierwszy raz w tym sezonie zagrali na stadionie przy Alei Unii i pokonali Podbeskidzie Bielsko-Biała 2–1. Widzew z kolei uległ na wyjeździe Ruchowi Chorzów 1–3.
30 maja 2009 roku ŁKS pokonał Polonię Bytom 2–0. Niewielu spodziewało się wówczas, że na następny mecz ekstraklasy na własnym stadionie Ełkaesiacy będą musieli czekać ponad dwa lata. Kontrowersyjna degradacja zespołu do niższej ligi, a następnie konieczność rozgrywania spotkań w Bełchatowie, sprawiły, że dopiero w piątek znów mogliśmy oglądać przy Alei Unii piłkę nożną na najwyższym krajowym poziomie. Nie można jednak zafałszowywać rzeczywistości, a fakty są takie, że obiekt ŁKS-u dość drastycznie odstaje nie tylko od pachnących nowością aren Euro 2012, ale także dużo mniejszych stadionów, które powstały niedawno, np. w Kielcach czy Lubinie. Mecz z Podbeskidziem zapowiadał się jako starcie piłkarskich wojowników. Obie drużyny w ostatnich tygodniach nie tyle wygrywają, co wyszarpują punkty swoim rywalom. Taki już los ligowych beniaminków, którzy niedostatki piłkarskich umiejętności muszą nadrabiać ambicją i wolą walki od pierwszej do ostatniej minuty. Początek spotkania należał do gości z Beskidów. Zaledwie kilka sekund po pierwszym gwizdku otworzyć wynik mógł były gracz ŁKS, Adam Cieśliński. 29-letniego napastnika z jego pobytu w Łodzi pamiętają jednak tylko najzagorzalsi kibice. I tym razem boisko przy Al. Unii okazało się dla niego niegościnne, gdyż uderzył dobre kilka metrów od bramki. Dużo groźniej było po strzale Sylwestra Patejuka, który jednak trafił wprost w dobrze ustawionego Velimirovicia. ŁKS odpowiadał strzałami Stefańczyka (niecelny) i Kaczmarka (prosto w bramkarza). Dwie dobre sytuacje miał także Mladen Kašćelan, który próbował zaskoczyć Mateusza Bąka uderzeniami głową. Zaskoczeni, i to na samym początku drugiej połowy, zostali jednak piłkarze ŁKS. Po zamieszaniu w polu karnym futbolówkę otrzymał Róbert Demjan i nie zmarnował okazji, uzyskując prowadzenie dla Podbeskidzia. Chwilę później Słowak uderzał z dystansu, jednak Velimirović tym razem był na posterunku. W 55. minucie przebudzili się wreszcie „rycerze wiosny”. Marcin Mięciel zagrał w uliczkę do Sebastiana Szałachowskiego, który zaprezentował znakomitą szybkość i precyzyjnym strzałem doprowadził do remisu. ŁKS wyraźnie złapał wiatr w żagle i dążył do zdobycia zwycięskiej bramki. Udało się to w 65. minucie. Tym razem Szałachowski wystąpił w roli asystenta, a jego dośrodkowanie celną główką wykończył Marek Saganowski. Gospodarze nie dali już sobie wydrzeć zwycięstwa. Dzięki ambitnej postawie zdołali odwrócić losy meczu i zainkasować trzy punkty. W pomeczowych wypowiedziach gracze ŁKS-u podkreślali, że w następnym spotkaniu interesuje ich tylko zwycięstwo. A będą to derby Łodzi na stadionie Widzewa.
Łódzki KS 2–1 Podbeskidzie Bielsko-Biała
Sebastian Szałachowski 55, Marek Saganowski 65 — Róbert Demjan 48
Skład ŁKS: Pavle Velimirović — Paweł Golański (46, Tomasz Nowak), Michał Łabędzki, Piotr Klepczarek, Marcin Kaczmarek – Cezary Stefańczyk (64, Maciej Bykowski), Mladen Kašćelan, Antoni Łukasiewicz, Marcin Mięciel, Sebastian Szałachowski (78, Radosław Pruchnik) — Marek Saganowski.
Spotkania Widzewa z chorzowskim Ruchem od wielu lat określane są jako mecze przyjaźni. Tak naprawdę nie wiadomo od kiedy fani obydwu zespołów darzą siebie sympatią pozwalającą, np. ustępować sobie miejsca w tym samym sektorze. Na boisku sielanka trwała jednak tylko przez pierwsze pół godziny. Z tego okresu należy odnotować jedynie strzał Grzelczaka, który w 6. minucie ładnie obrócił się w polu karnym, ale z jego uderzeniem poradził sobie Michal Peškovič. W 28. minucie rzut wolny wykonywał Łukasz Janoszka. Pomocnik Ruchu trafił w mur, a mocną dobitką popisał się Malinowski. Po drodze piłka otarła się jeszcze od Macieja Jankowskiego, któremu ostatecznie zaliczono gola i wpadła do bramki obok zaskoczonego Mielcarza. Chwilę później Jankowski mógł zdobyć stuprocentowo swojego gola, jednak po dograniu Piecha nie zdołał wpakować piłki do siatki. Napastnik Ruchu dostał jednak drugą szansę. W 51. minucie Malinowski odebrał piłkę Mindaugasowi Pance i znakomicie obsłużył Jankowskiego, a ten spokojnie wykorzystał sytuację sam na sam podwyższając na 2–0. Mecz z Widzewem wyzwolił dodatkowe pokłady energii u byłych zawodników łódzkiego klubu, którzy grają obecnie w Chorzowie. Kibicom gości przypomniał się Piotr Stawarczyk, trafiając w słupek po dośrodkowaniu Malinowskiego, a jeszcze skutecznie uczynił to Arkadiusz Piech, który zdobył trzecią bramkę w 67. minucie. Stało się to w niezwykle ciekawych okolicznościach. Ugochukwu Ukah bezczelnie sfaulował Janoszkę w polu karnym i wyleciał z boiska za drugą żółtą kartkę. Maciej Mielcarz zdołał jednak wybronić uderzenie Wojciecha Grzyba z jedenastu metrów. Niestety, przy dobitce Piecha, bramkarz Widzewa był już bezradny. Gol na 3–0 praktycznie zakończył jakiekolwiek emocje na Stadionie Miejskim w Chorzowie. Kilka minut przed trzecią bramką goście zmarnowali bowiem świetną sytuację na gola kontaktowego, kiedy to uderzenie Grzelczaka nieumiejętnie dobijał Dżalamidze. Na pocieszenie łódzkich fanów honorowe trafienie w 71. minucie zaliczył Piotr Grzelczak, który wykorzystał błąd Peškovicia. Po meczu przyjaźni dobre humory dopisywały jedynie gospodarzom, którzy zasłużenie pokonali Widzew. Dla Łodzian była to pierwsza przegrana w tym sezonie. Zimny prysznic przyszedł w samą porę, bo już za tydzień podopiecznych Radosława Mroczkowskiego czekają wielkie derby z rozkręcającym się ŁKS-em. Podsumowania tego meczu z pewnością nie zabraknie na Eldezet.pl
Ruch Chorzów 3–1 Widzew Łódź
Maciej Jankowski 28, 51, Arkadiusz Piech 67 — Piotr Grzelczak 71
Skład Widzewa: Maciej Mielcarz — Adrian Budka, Ugochukwu Ukah, Jarosław Bieniuk, Dudu Paraíba — Princewill Okachi (59, Hachem Abbès), Bruno Pinheiro (46, Piotr Mroziński), Mindaugas Panka, Nika Dzalamidze, Krzysztof Ostrowski — Piotr Grzelczak (71, Emil Wrażeń).
Autor: Adam Tubilewicz
Korekta: Magdalena Wójcik
Kategoria: SportComments (0)
Opublikowano 30 września 2011.
W łódzkim kalendarzu biegowym na październik są zaplanowane 3 imprezy. Jedną z nich jest opisywany już na łamach Eldezet.pl II Półmaraton Szakala Dookoła Lasu Łagiewnickiego, który to odbędzie się 16 października 2011r.
X Rekreacyjny Bieg Kobiet [2.10.2011r.] Tuż przed półmaratonem, bo już w najbliższą niedzielę, odbędzie się Rekreacyjny Bieg Kobiet, który w tym roku obchodzi swój 10 jubileusz. Łatwa, 2,5 kilometrowa trasa przebiega przez łódzki Arturówek. Biuro zawodów znajdować się będzie przy ul. Skrzydlatej 75 i otwarte będzie od 10.00- 11.00. Start biegu nastąpi ok. godz. 11.30. Organizator w związku z 10 edycją biegu przygotował dla uczestniczek kilka miłych niespodzianek.
5. Jesienny Cross Przyjaźni Koluszkowsko-Brzezińskiej [08.10.2011r.] W drugą sobotę października zapraszamy na V edycję Biegu Przyjaźni organizowanego na Rochnie k. Koluszek przez klub LKS Koluszki. Zawodnicy biegu głównego będą mieli do pokonania atrakcyjną, choć wymagającą trasę o długości 5km. W ramach imprezy organizatorzy przewidzieli też liczne biegi dla młodszych zawodników, począwszy od odcinków 200m do 1000m. Opłaty startowe w biegach dziecięcych i młodzieżowych wynosić będą 5,00 złotych, natomiast bieg główny – 10,00 złotych.
Udostępnij artykuł na Facebooku
Kategoria: SportComments (0)
Opublikowano 29 września 2011.
Bieg rekreacyjny odbędzie się:
— w najbliższą sobotę tj. 1 października 2011 r. Start o godz. 12:00 w Arturówku przy ul. Skrzydlatej 75 (przy ośrodku MOSiR). Po trasie poprowadzą dyrektor biegu Maciej Rakowski oraz Szymon Drab.
— w najbliższą niedzielę tj. 2 października 2011 r. Start o godz. 10:00 w Arturówku przy ul. Skrzydlatej 75 (przy ośrodku MOSiR). Po trasie poprowadzą Tomasz Bedyk oraz Maurycy Oleksiewicz.
Serdecznie wszystkich zapraszamy, zwłaszcza że pogoda ma być wyśmienita!
Autor: Szymon Drab
Korekta: Magdalena Wójcik
Kategoria: SportComments (0)
Opublikowano 26 września 2011.
W ósmej kolejce T-Mobile Ekstraklasy ponownie zaskoczyły nas wyniki łódzkich drużyn. Rozczarował ŁKS, który nie przywiózł z Lubina upragnionego remisu i przegrał z Zagłębiem 1–2. Z kolei dużą, pozytywną niespodziankę swoim fanom sprawił Widzew, który pokonał u siebie Jagiellonię Białystok 4–2.
Przed tygodniem pokusiłem się o mini-prognozę wyniku, jakim zakończy się mecz ŁKS-u z Zagłębiem. Wydawało mi się niemożliwe, aby waleczni łodzianie nie wywieźli przynajmniej punktu z stosunkowo gościnnego terenu, jakim jest w tym sezonie lubińska Dialog Arena. Gospodarze wciąż czekali na pierwsze zwycięstwo, a porażka z Łódzkim Klubem Sportowym kosztowałaby posadę trenera Jana Urbana. Lubinianom presja jednak nie zaszkodziła, a wręcz dodała skrzydeł, gdyż rozegrali oni najlepsze zawody w tym sezonie. Nie można tego niestety powiedzieć o drużynie gości. Zagłębie od początku ruszyło do frontalnego ataku, a w przedniej formacji swój mecz życia rozgrywał Arkadiusz Woźniak. Już w drugiej minucie mógł on zdobyć gola, jednak po dośrodkowaniu z rzutu wolnego główkował obok bramki. ŁKS mógł odpowiedzieć po ładnej kombinacji Mięciela z Saganowskim, jednak ten pierwszy, mając przed sobą tylko bramkarza, nie trafił w piłkę. Jak wykorzystywać bramkowe okazje pokazał doświadczonemu napastnikowi 21-letni Woźniak. W dziewiątej minucie wykorzystując wrzutkę Rymaniaka nie dał szans golkiperowi łodzian. W 34. minucie powinno być 2–0. Błyskawiczną kontrę „Miedziowych” zmarnował jednak były gwiazdor Widzewa, Darvydas Šernas. Kilka chwil później przed niespodziewaną szansą stanął Marek Saganowski, który jednak nie wykorzystał nieporozumienia między obrońcą a bramkarzem Zagłębia. Szczęście uśmiechnęło się jednak do kapitana ŁKS-u po raz drugi. Tuż przed przerwą to właśnie Saganowski dostawił nogę do strzału Marcina Kaczmarka i łodzianie remisowali do przerwy 1–1. Taki wynik w pełni ich satysfakcjonował, stąd najwyraźniej zapomnieli o starej piłkarskiej zasadzie „kto gra na remis, ten przegrywa”. Gospodarze szybko to wyczuli i zaatakowali tuż po wznowieniu gry. Najpierw po podaniu Šernasa strzelał Woźniak, a po chwili strzał Rakowskiego, w sytuacji sam na sam z trudem obronił Velimirović. W Lubinie wyraźnie pachniało drugą bramką dla gospodarzy. Kolejną szansę miał Šernas, ale jego strzał wybił z linii bramkowej Marcin Kaczmarek. Zagłębie dopięło swego w 77. minucie. David Abwo wyprzedził Golańskiego na prawym skrzydle niczym David Odonkor polskich obrońców w pamiętnym meczu na Mundialu 2006 i dograł do Woźniaka, który piętą zdobył swojego drugiego gola w tym meczu. Gospodarze, którzy zaprezentowali niezwykle efektowny futbol w wykonaniu bardzo młodych zawodników, w pełni zasłużenie pokonali drużynę ŁKS-u. Trener Probierz nie powinien jednak długo rozpaczać, ale szybko wyciągnąć wnioski i starannie przygotować zespół na następne spotkanie z nieobliczalnym Podbeskidziem Bielsko-Biała.
Zagłębie Lubin 2–1 Łódzki KS
Arkadiusz Woźniak 9, 77 — Marek Saganowski 44
Skład ŁKS: Pavle Velimirović — Paweł Golański, Michał Łabędzki, Piotr Klepczarek, Marcin Kaczmarek — Tomasz Nowak (79, Maciej Bykowski), Mladen Kašćelan, Antoni Łukasiewicz, Sebastian Szałachowski — Marcin Mięciel, Marek Saganowski.
W poprzednim sezonie Widzew dwukrotnie wygrywał z Jagiellonią (4–1 u siebie i 3–1 na wyjeździe), mimo, że ani razu nie był faworytem tej konfrontacji. Także przed niedzielnym meczem wygrana wydawała się wynikiem marzeń, zwłaszcza po ostatnich bezbarwnych i bezbramkowych wynikach łódzkiej drużyny. Na dodatek do Łodzi powracał żądny boiskowej zemsty Czesław Michniewicz, który jeszcze wiosną trenował Widzew, a po zakończeniu sezonu w niezbyt miłej atmosferze rozstał się z prezesem Sylwestrem Cackiem. Początek spotkania należał właśnie do gości, którzy zdecydowanie kontrolowali grę przez pierwszy kwadrans. Efektem były dwa strzały Tomasza Kupisza. Pierwszy, oddany głową, był minimalnie niecelny. Drugi, z 14. minuty przyniósł gościom prowadzenie. Kukol z Plizgą rozmontowali łódzką defensywę, a całą akcję pewnie wykończył Kupisz. Ten gol podziałał niczym kubeł zimnej wody na Widzewiaków, którzy już minutę później cieszyli się z wyrównania. Po odbiorze piłki w środku pola wystarczyły dwa podania, aby Piotr Grzelczak znalazł się w dogodnej sytuacji i mocnym strzałem pokonał Krzysztofa Barana. Po tej szybkiej wymianie ciosów nastąpiła długa cisza. Nieliczne akcje w pierwszej połowie przeprowadzili Kukoľ i Plizga z Jagiellonii oraz Grzelczak. Na stadionie przy Alei Piłsudskiego ciekawie zrobiło się dopiero po przerwie. W 49. minucie po krótko rozegranym rzucie rożnym dośrodkował Dudu, a piłkę do siatki wpakował Sebastian Madera. Widzewiacy cieszyli się prowadzeniem zaledwie minutę, a łódzkich fanów po raz drugi uciszył Kupisz. Jednak już po chwili stadion Widzewa znów wybuchł radością, a to za sprawą Jarosława Bieniuka, który w 54. minucie uderzył nie do obrony po dośrodkowaniu Adriana Budki. Ten z kolei rozgrywał w drugiej połowie kapitalne spotkanie i w 64. minucie ustalił wynik na 4-2. Budka mógł jeszcze zdobyć drugiego gola, jednak po mocnym strzale z dystansu świetnie interweniował Baran. Wygląda na to, że Widzew potrafi grać ładnie i skutecznie, ale tylko z mocniejszymi rywalami (remis z Wisłą, zwycięstwa nad Polonią, Śląskiem i Jagą). Z kolei w starciu z teoretycznie słabszymi bywa różnie, vide remisy z Podbeskidziem, Zagłębiem i Bełchatowem. W następnej kolejce łodzianie jadą do Chorzowa, ale nie podejmuję się typowania wyniku tego meczu. Ruch nie jest ani ligowym potentatem, ani też słabeuszem. Będzie remis?
Widzew Łódź 4–2 Jagiellonia Białystok
Piotr Grzelczak 16, Sebastian Madera 49, Jarosław Bieniuk 54, Adrian Budka 65 — Tomasz Kupisz 14, 51
Skład Widzewa: Maciej Mielcarz — Ugochukwu Ukah, Sebastian Madera, Jarosław Bieniuk, Dudu Paraíba — Krzysztof Ostrowski (64, Princewill Okachi), Bruno Pinheiro, Mindaugas Panka, Nika Dżalamidze (77, Przemysław Oziębała), Adrian Budka (87, Jakub Bartkowski) — Piotr Grzelczak.
Autor: Adam Tubilewicz
Korekta: Magdalena Wójcik
Kategoria: SportComments (0)
Opublikowano 18 września 2011.
W niedzielę, 16 października 2011 r. odbędzie się II Półmaraton Szakala Dookoła Lasu Łagiewnickiego. Organizatorem jest klub sportowy Szakale Bałut Łódź przy współpracy z Urzędem Miasta Łodzi [www.lodz.pl] oraz MOSiR. Trasa biegu wytyczona została na terenie Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich. Start, podobnie jak w zeszłym roku, będzie miał miejsce przy ul. Skrzydlatej w ośrodku MOSiR w Arturówku.
Do biegu można zapisać się drogą elektroniczną za pośrednictwem strony organizatora, a także w dniu biegu na terenie biura zawodów, które znajdować się będzie przy ul. Skrzydlatej 75 w ośrodku MOSiR. Biuro zawodów czynne będzie w godzinach 8.00-11.00. Wysokość opłaty startowej uzależniona jest od terminu zgłoszenia i opłacenia biegu – do 20 września wynosi tylko 35 zł.
Zwycięzcy biegu oraz licznych kategorii nagradzani będą pamiątkowymi pucharami. Wśród dodatkowych kategorii zawodnicy powalczą m.in. o miano najszybszego mieszkańca Bałut, czy najszybszego debiutanta na dystansie półmaratonu. Ponadto każdy uczestnik otrzyma pamiątkowy, specjalnie na tę okazję zaprojektowany medal oraz kubek wraz z pakietem startowym.
Organizatorzy przewidują dla wszystkich zainteresowanych przebiegiem trasy półmaratonu rekreacyjny bieg w pierwszych dniach października. Dzięki temu będziemy mogli lepiej przygotować się do niełatwej crossowej trasy.
Więcej informacji oraz regulamin znajduje się TUTAJ.
Cały plakat biegu można zobaczyć TUTAJ
Autor: Szymon Drab
Kategoria: SportComments (0)
Opublikowano 18 września 2011.
W siódmej serii spotkań T-Mobile Ekstraklasy obydwie łódzkie drużyny zgodnie zremisowały swoje spotkania. Widzew rozczarował bezbramkowym rezultatem przeciwko Zagłębiu Lubin. Mimo to klub pnie się w górę ligowej tabeli. Z kolei z dołka powoli zaczyna wychodzić ŁKS. Podopieczni Michała Probierza zremisowali z Górnikiem Zabrze 1-1.
Niespodziewane zwycięstwa nad Polonią i Śląskiem zdecydowanie zaostrzyły apetyty kibiców Widzewa. Dlatego też nastrój po kolejnych dwóch bezbramkowych remisach ze słabszymi rywalami musi budzić niedosyt. Przed piątkowym meczem z Zagłębiem to łódzka drużyna była określana, z pewnością nie murowanym, ale jednak faworytem. Wszak Lubinianie od początku sezonu zdobyli zaledwie trzy punkty. Z kolei Widzew w przypadku zwycięstwa mógł zostać nawet liderem tabeli. Dodatkowym smaczkiem spotkania był powrót do Łodzi Darvydasa Šernasa. Litewski napastnik w poprzednim sezonie był najskuteczniejszym graczem Widzewa, a po zakończeniu rozgrywek niespodziewanie przeniósł się właśnie do Lubina, czym zraził do siebie łódzkich fanów. Mecz nie przypominał niestety spotkania, w którym chociażby jedna ze stron walczyła o czołowe miejsce w lidze. Na boisku było tak nudno, że do najciekawszych akcji należał niecelny strzał Adriana Budki poprzedzony indywidualną akcją pomocnika Widzewa. Goście także próbowali szczęścia, jednak strzał Pawłowskiego w środek bramki nie sprawił kłopotu Mielcarzowi. Więcej problemów golkiper gospodarzy miał z dośrodkowaniem Gancarczyka, które nieoczekiwanie zamieniło się w lecącego tuż pod poprzeczkę „rogala”. Najbliżej gola Widzewiacy byli w 47. minucie. Princewill Okachi przyjął piłkę na skrzydle, zszedł do środka i oddał kąśliwe uderzenie w kierunku dalszego słupka bramki Isailovicia. Serb poradził sobie jednak parując piłkę na rzut rożny. Takich akcji Widzewa w drugiej połowie nie oglądaliśmy zbyt wiele. W ostatnim fragmencie meczu śmielej zaatakowali piłkarze Zagłębia. Jednak strzały z dystansu Hanzela i Pawłowskiego nie przyniosły powodzenia i wynik meczu nie uległ już zmianie. Mimo dobrej sytuacji w tabeli (Widzew awansował nawet na czwarte miejsce do czasu rozegrania pozostałych spotkań) gra łodzian nie napawa optymizmem. Pora ją poprawić, gdyż z kolejnym rywalem, Jagiellonią Białystok, nawet o bezbramkowy remis na własnym boisku może być trudno.
Widzew Łódź 0-0 Zagłębie Lubin
Skład Widzewa: Maciej Mielcarz – Ugochukwu Ukah, Sebastian Madera, Jarosław Bieniuk, Dudu Paraíba – Adrian Budka, Bruno Pinheiro, Mindaugas Panka, Nika Dzalamidze (85, Piotr Mroziński), Princewill Okachi (80, Jakub Bartkowski) – Piotr Grzelczak (67, Sebastian Ceglarz).
Po ubiegłotygodniowym przełamaniu w Krakowie, gdzie Łódzki Klub Sportowy wygrał swój pierwszy mecz w sezonie, atmosfera w drużynie uległa zdecydowanej poprawie. Jednak Michał Probierz nie należy do trenerów, którzy osiadają na laurach, dlatego też przed meczem z Górnikiem można było oczekiwać od jego drużyny przynajmniej remisu. I tak też się stało, choć początek spotkania sprawił, że powróciły koszmary z początku rundy. W pierwszych minutach uderzeniem z dystansu gospodarzy postraszył Kwiek. Ostrzeżenie nie podziałało jednak należycie na obronę ŁKS-u. Oto bowiem w 17. minucie były zawodnik łódzkiego zespołu, Krzysztof Mączyński zagrał niezbyt mocną górną piłkę w pole karne. Jednak zarówno Michał Łabędzki jak i Pavle Velimirović nie mogli zdecydować się, który z nich powinien przejąć to podanie. W efekcie gracze ŁKS zderzyli się ze sobą a piłkę podbił w górę Kwiek. Ta spadła wprost na głowę Préjuce’a Nakoulmy, który ze stoickim spokojem skierował ją do bramki. Po zdobytym golu Zabrzanie zwietrzyli szansę i zdecydowanie przejęli inicjatywę na boisku. Efektem były składne akcje i kolejne sytuacje bramkowe Zahorskiego i Kwieka. Łodzianie próbowali się przeciwstawiać przewadze Górnika, ale na niewiele się to zdawało. Na początku drugiej połowy powinno być 2-0. Na lewym skrzydle Nakoulma przepchnął Golańskiego i podał do Kwieka, który okiwał bramkarza i mając przed sobą pustą bramkę, pomylił się o centymetry. ŁKS przebudził się dopiero w 61. minucie kiedy to po zagraniu Szałachowskiego nad bramką uderzał Łukasiewicz. Kilka minut później ten sam zawodnik wywalczył piłkę na własnej połowie i podał ją do Saganowskiego. Ten świetnym zagraniem obsłużył Sebastiana Szałachowskiego, który w pełnym biegu uderzył na bramkę i zdobył wyrównującego gola. Zdobyta bramka podziałała mobilizująco na piłkarzy ŁKS-u, którzy zaczęli stwarzać kolejne groźne sytuacje, zwłaszcza po rzutach rożnych. Niestety, strzały głową Klepczarka i Saganowskiego nie znalazły drogi do siatki. Najbliżej zwycięstwa Łodzianie byli w doliczonym czasie gry, kiedy to po podaniu Stefańczyka Szałachowski trafił w słupek. Ta sytuacja bardzo szybko mogła się zemścić, gdyż chwilę później Marcin Wodecki z Górnika Zabrze uczynił dokładnie to samo po drugiej stronie boiska. Po tej akcji sędzia zakończył spotkanie. Podsumowując, należy pogratulować ŁKS-owi wyniku oraz woli walki w drugiej połowie. Z drugiej strony nie można nie zauważyć faktu, iż to goście kontrolowali przebieg gry w pierwszej części meczu. Remis wydaje się więc sprawiedliwym rezultatem. W następnej kolejce piłkarze z Alei Unii będą chcieli przywieźć punkty z Lubina, co nie wydaje się zadaniem ponad ich siły biorąc pod uwagę wczorajszy mecz Widzewa.
ŁKS Łódź – Górnik Zabrze 1:1
Sebastian Szałachowski 70 – Prejuce Nakoulma 18
Skład ŁKS: Pavle Velimirović – Artur Golański (86, Cezary Stefańczyk), Michał Łabędzki, Piotr Klepczarek II, Marcin Kaczmarek – Agwan Papikjan (59, Tomasz Nowak), Mladen Kašćelan, Antoni Łukasiewicz, Sebastian Szałachowski – Marek Saganowski, Marcin Mięciel (81, Maciej Bykowski).
Autor: Adam Tubilewicz
Kategoria: Rytm Łodzi, SportComments (0)
