Bez bramek i z tylko jednym punktem powróciły do Łodzi nasze drużyny po ostatniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy. W piątkowym meczu Widzew przegrał w Lubinie z Zagłębiem 0-1, a w sobotę ŁKS wywiózł z Zabrza remis 0-0.

Fot. gwizdek24.se.pl
Zagłębie Lubin to bezpośredni rywal ŁKS-u w walce o utrzymanie. W 22 serii spotkań piłkarze Widzewa mogli dopomóc rywalowi zza miedzy i odebrać „Miedziowym” cenne punkty. Do zrealizowania tego założenia zabrakło naprawdę niewiele. Decydująca bramka padła dopiero w doliczonym czasie gry. Zacznijmy zatem od początku.
Pierwszą groźną akcję stworzyli Widzewiacy. W siódmej minucie meczu rzut wolny z około czterdziestu metrów od bramki wykonywał Dudu. Znakomitego dośrodkowania Brazylijczyka nie przeciął żaden z wbiegających w pole karne napastników, a zmierzającą do bramki futbolówkę czujnie wybił golkiper Zagłębia Aleksander Ptak. W odpowiedzi gospodarze przeprowadzili szybką akcję zakończoną strzałem. Po wyrzucie z autu Szymon Pawłowski urwał się Kaczmarkowi, zszedł do środka, ale jego uderzenie lewą nogą nie zrobiło krzywdy Maciejowi Mielcarzowi. Tuż przed przerwą znakomitą szansę miał Krzysztof Ostrowski. Pomocnik Widzewa dopadł do bezpańskiej piłki przed polem karnym Zagłębia i mógł zrobić użytek ze swojej mocnej prawej nogi. Potężny strzał minął jednak o dobre trzy metry bramkę Ptaka.
W 55. minucie gospodarze domagali się rzutu karnego po tym jak interweniujący wślizgiem Ugochukwu Ukah nie opanował piłki, a ta dotknęła jego ręki. Było to jednak dość przypadkowe zagranie i zapewne stąd brak decyzji arbitra o podyktowaniu rzutu karnego. W drugiej części meczu więcej z gry mieli goście, choć liczba bramkowych sytuacji zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie z pewnością nie zachwyciła najbardziej wymagających widzów. Na kwadrans przed końcem znakomitą, niemal podręcznikową akcję przeprowadził Costa Nhiamonesu, który po klepce z Pawłowskim doskonale dograł do znajdującego się w polu karnym Arkadiusza Woźniaka. Młody napastnik lubinian uderzył z pierwszej piłki i minimalnie chybił. Aktywność Costy powinna dać obrońcom z Łodzi do myślenia. Zlekceważyli oni jednak to ostrzeżenie i ofensywnie grający lewy obrońca z Zimbabwe został bohaterem meczu. Zaczęło się od rzutu rożnego w 92. minucie. Ivan Hodúr dośrodkował, a do odbitej przez obronę piłki dopadł Łukasz Hanzel i uderzył ile miał sił w nogach. Strzał zamienił się w podanie do Woźniaka, a ten trafił wprost w dobrze ustawionego Mielcarza. Na nieszczęście gości w pobliżu był również wspomniany Costa, który nie dał szans bramkarzowi Widzewa przy dobitce. Po tej akcji sędzia zakończył mecz.
W tym miejscu warto nadmienić o zmianach w ścisłym kierownictwie klubu z Alei Piłsudskiego. Prezes Widzewa Marcin Animucki został w minionym tygodniu wybrany na szefa spółki Ekstraklasa S.A. Funkcję tę będzie pełnił wraz z Leszkiem Miklasem z Legii Warszawa. Zgodnie z przepisami Animucki nie może jednak łączyć stanowisk, a zatem będzie musiał ustąpić ze stanowiska zajmowanego w klubie.
W następnej serii spotkań Widzewiaków znów czeka daleki wyjazd, tym razem do Białegostoku na mecz z Jagiellonią. W poprzednim sezonie łodzianie pokonali ten zespół dwukrotnie.
Zagłębie Lubin 1-0 Widzew Łódź
Costa Nhamoinesu 90
Widzew: Maciej Mielcarz – Łukasz Broź, Ugochukwu Ukah, Hachem Abbès, Dudu Paraíba (73, Jakub Bartkowski) – Krzysztof Ostrowski (68, Przemysław Oziębała), Mindaugas Panka, Bruno Pinheiro, Princewill Okachi, Marcin Kaczmarek – Mehdi Ben Dhifallah (46, Radosław Matusiak).
Mniej niż zero – tytuł szlagieru Lady Pank trafnie odzwierciedla szanse, jakie przed spotkaniem Górnika Zabrze z ŁKS-em dawano przyjezdnym. Wydawało się, że grający nierówno gospodarze nareszcie dadzą upust swoim mocom strzeleckim i władują biednym przybyszom z miasta włókniarzy przynajmniej trzy gole. Tymczasem spotkanie zakończyło się dość zaskakującym bezbramkowym remisem.
Jak powszechnie wiadomo podopieczni Piotra Świerczewskiego dysponują ograniczonym zapasem sił i nie są w stanie wytrzymać kondycyjnie trudów całego spotkania. Dlatego też po pierwszych minutach meczu powinniśmy oczekiwać ich wzmożonej aktywności. Jednak jakąkolwiek wartą odnotowania akcję uświadczyliśmy dopiero po półgodzinie gry. Był to strzał z rzutu wolnego Mariusza Magiery. Ten przeciętny, jak się do niedawna wydawało, ligowiec, wyspecjalizował się ostatnio w uderzeniach ze stałych fragmentów gry. Oprócz niewątpliwego lidera i gwiazdy zespołu Préjuce’a Nakoulmy to właśnie Magiera strzelając gole i zaliczając asysty po wolnych stanowi największe zagrożenie dla rywali Górnika. Tym razem jednak strzał gracza zabrzan zatrzymał się na poprzeczce. Kilka minut później znów zrobiło się gorąco pod bramką Wyparły. Krzysztof Mączyński, który jeszcze w poprzednim sezonie wywalczył z ŁKS-em awans do ekstraklasy, zagrał na wolne pole do Pawła Olkowskiego. Ten przełożył sobie piłkę na prawą nogę, po czym całą energię włożył w siłę uderzenia, co odbiło się na jego precyzji. Tuż przed przerwą miała miejsce największa kontrowersja tego meczu. Po zagraniu z głębi pola Michał Zieliński urwał się Łabędzkiemu, a następnie w walce o piłkę padł na murawę w polu karnym. Sędzia nie gwizdnął, a grę wznowił Bodzio W.
Po zmianie stron Górnik nadal stwarzał znacznie groźniejsze sytuacje. W 48. minucie znakomite kilkudziesięciometrowe podanie w pole karne posłał Bemben. Piłkę przejął Olkowski i gdyby nie jego egoizm to gospodarze mogliby cieszyć się z bramki. Pomocnik zabrzan nie podał jednak lepiej ustawionemu Zielińskiemu i postanowił samemu wykończyć akcję, co zakończyło się niepowodzeniem. W końcu do głosu doszli goście. Na kwadrans przed końcem ładną kombinację rozegrali Papikjan, Mięciel i Saganowski. Akcję zakończył strzałem ten ostatni, ale było to uderzenie tak słabe jak cała gra ofensywna Łódzkiego KS w całym omawianym spotkaniu. Na koniec swoich umiejętności przy uderzeniach ze stojącej piłki spróbował znów Mariusz Magiera. Bogusław Wyparło nie jest jednak bramkarzem, który daje się zaskakiwać wkrętkami z rzutu rożnego i doświadczony golkiper bez problemu zażegnał niebezpieczeństwo.
Kolejny punkcik mogą dopisać sobie po tym meczu zawodnicy ŁKS. Nie zmienia to faktu, że łódzki klub nadal znajduje się w strefie spadkowej, gdyż został wyprzedzony przez Zagłębie. I to właśnie z zespołem z Lubina gracze prowadzeni przez Piotra Świerczewskiego zmierzą się w następnej kolejce. Spotkanie o sześć punktów? Chyba już to gdzieś słyszałem…
Górnik Zabrze 0-0 Łódzki KS
ŁKS: Bogusław Wyparło – Artur Gieraga (59, Grzegorz Bonin), Michał Łabędzki, Seweryn Gancarczyk, Ronald Gërçaliu – Paweł Sasin, Antoni Łukasiewicz, Oļegs Laizāns, Marek Saganowski, Maciej Iwański (60, Agwan Papikjan) – Marcin Mięciel (84, Mateusz Stąporski).
Autor: Adam Tubilewicz